Jedyna słabość Hamiltona
Valtteri Bottas już czwarty sezon jeździ w jednym zespole z Lewisem Hamiltonem. Sześciokrotnym mistrzem świata, kierowcą regularnie bijącym wszelkie ustanowione rekordy i jak uważa wielu ekspertów – najlepszym kierowcą w historii. Hamilton od początku kariery był uważany za przyszłość tego sportu. Już w debiutanckim sezonie otarł się o mistrzostwo, przegrywając je na własne życzenie, gdy zakopał się w żwirze na dojeździe do pit lane w GP Chin 2007. Wtedy można było to usprawiedliwić brakiem doświadczenia i młodzieńczą nierozwagą.
9 lat później, Hamilton będący już trzykrotnym mistrzem świata czuł pewność siebie i pełne wsparcie zespołu, który stworzył mu idealne warunki do bycia największym kierowcą w historii. Wtedy też Hamilton ujawnił swoją największą słabość – psychikę. Rozproszony celebryckim stylem bycia, podróżami po całym świecie i licznymi bankietami Brytyjczyk przegrał tytuł na rzecz kolegi z zespołu. Nico Rosberg „złamał” Hamiltona regularnością i mimo kosmicznej końcówki sezonu w wykonaniu Lewisa, nie dał sobie wyrwać tytułu.
Triumf wszelkim kosztem
Po zdobyciu swojego jedynego mistrzostwa, Rosberg niespodziewanie ogłosił koniec kariery. Jak później przyznawał w wywiadach, kosztowało go to zbyt wiele, aby wydrzeć triumf w sezonie 2016. Ucierpiała jego rodzina, żona groziła rozwodem, a sam dzień w dzień szukał sposobów jak urwać cenne tysięczne sekundy na torze. Oprócz setek godzin spędzonych na torze gokartowym, Rosberg kilka razy w tygodniu umawiał się na sesję z psychologiem.
Rozmawiając na temat wyzwania jakiemu stanął w tamtym sezonie, Niemiec powiedział agencji Reutersa:
– Poświęcałem każdą sekundę mojego życia, aby wygrać kolejny wyścig i zostać mistrzem świata. Lewis sprawił, że musiałem znaleźć coś co sprawi, że będę lepszy niż kiedykolwiek myślałem, że mogę być. Coś, w czym będę lepszy od niego, a to trudne ponieważ Lewis jest najlepszym kierowcą w historii – wspominał mistrz świata z 2016 roku.
Bottas niespodziewanym następcą Rosberga
W sezonie 2017, w buty niemieckiego mistrza miał wejść Valtteri Bottas. Fin w swoich czterech sezonach w barwach Williamsa, pokazywał się z bardzo dobrej strony i awans do najlepszej ekipy w stawce był dla Bottasa dużym wyróżnieniem, ale również sporym wyzwaniem. W końcu miał dzielić garaż z rozzłoszczonym niespodziewaną porażką Lewisem Hamiltonem.
W swoim debiutanckim sezonie w barwach Mercedesa, Bottas ukończył rywalizację na trzecim miejscu, co było wówczas zadowalającym rezultatem. Fin wygrał trzy wyścigi, zdobył cztery pole position i trzynaście miejsc na podium co napawało dużym optymizmem na przyszłość.
Kryzys i upokorzenie
Niestety sezon 2018 był serią niepowodzeń fińskiego kierowcy. Już w pierwszym weekendzie rywalizacji, Bottas doszczętnie rozbił swój bolid w kwalifikacjach. Kolejne wyścigi to cała kaskada niewykorzystanych szans. W Bahrajnie, Bottas nie był w stanie dogonić jadącego na „gołych” oponach Vettela i ostatecznie przegrał w wyścigu o 0,7 sekundy. W Chinach niemal pewne zwycięstwo dał sobie wyszarpnąć z rąk na rzecz Daniela Ricciardo. Uliczny wyścig w Baku to z kolei ogromny pech Bottasa. Jadąc na pierwszym miejscu, rozerwał oponę na pozostałościach po zespołowej kraksie Red Bulla.
Czarę goryczy przelała wypowiedź Toto Wolffa, który po GP Węgier określił Bottasa mianem: „idealnego skrzydłowego dla Lewisa”. Szef Mercedesa wielokrotnie przepraszał potem za to stwierdzenie, tłumacząc, że miał na myśli tylko ten jeden wyścig, kiedy Fin faktycznie chronił plecy Hamiltona i przez długi czas nie pozwolił zbliżyć się Ferrari. Na nieszczęście Bottasa, przekaz poszedł w świat, a łatka drugiego kierowcy została z nim na dobre.
Jeszcze więcej kontrowersji wokół pozycji Bottasa w zespole przyniosło GP Rosji. Fin po starcie z pole position, jechał na pierwszej pozycji kiedy to padło słynne: „Valtteri, it’s James”. Bottas musiał oddać pozycję Hamiltonowi, aby umocnić pozycję Brytyjczyka na czele tabeli. Niesmak po tym zwycięstwie ponownie wywołał ogromną burzę medialną. Znowu po latach dyskutowano na temat zasadności poleceń zespołowych w F1.
Jak się później okazało, cała ta „szopka” nie była potrzebna, ponieważ Hamilton zdominował końcówkę sezonu i Sebastian Vettel nawet na moment nie zbliżył się do Brytyjczyka w tabeli.
Po rozczarowującym sezonie, Bottas ukończył rywalizację dopiero na piątym miejscu. Fin nie wygrał żadnego wyścigu w 2018 roku. Momentalnie, w mediach pojawiły się pierwsze spekulacje dotyczące przyszłości Bottasa w mistrzowskim zespole. Na całe szczęście dla Fina ówczesne spekulacje nie znalazły swojego odzwierciedlenia w świecie rzeczywistym i dostał kolejny roczny kontrakt.
Bottas 2.0
Bottas niejednokrotnie wspominał o tym, że ubiegły rok był dla niego bardziej niż frustrujący. Okres zimowy przed startem sezonu 2019 to okres wytężonej pracy dla fińskiego kierowcy. Musiał wziąć przerwę od wyścigów. Oprócz standardowych przygotowań do sezonu, Bottas zaliczył swój rajdowy debiut. Nie mniej ważne było przygotowanie psychiczne, które miało wpłynąć na tempo i zbliżyć Fina do upragnionego mistrzostwa. Bottas podkreślał, że zaliczył kompletny „reset”, parę razy się upił i miał czas na to, żeby dogłębnie przyjrzeć się sobie i swoim oczekiwaniom co do przyszłości w F1.
W sezonie 2019 mieliśmy ujrzeć Bottasa 2.0 i już w pierwszym wyścigu na torze w Melbourne były ku temu przesłanki. Fenomenalny start z drugiego miejsca i „ogranie” Lewisa przy dojeździe do pierwszego zakrętu zapewniły Finowi pierwszy od ponad roku triumf. Oczekiwania nie tylko kibiców, ale i samego Bottasa zaczęły rosnąć.
Kolejne zwycięstwo przyszło w czwartym wyścigu sezonu – w GP Azerbejdżanu. Do tego momentu Bottas szedł łeb w łeb z Hamiltonem, a kibice gorączkowali się na zaciekłą walkę do końca sezonu, tak jak to miało miejsce w 2016 roku.
Niestety, dalsza część sezonu to już festiwal umiejętności Lewisa Hamiltona. W kolejnych 12 rundach, Brytyjczyk aż 7 razy stawał na najwyższym stopniu podium. W tym czasie, mimo dwóch startów z pole position, Bottas nie wygrał żadnego wyścigu. Do końca sezonu fińskiemu kierowcy udało się zwyciężyć jeszcze tylko w GP Japonii i GP USA.
W 2019 roku, kierowca z Villähde przejechał najlepszy sezon w karierze, co pozwoliło mu uplasować się tuż za plecami Lewisa Hamiltona w klasyfikacji generalnej. Choć sezon ten nie był kompletnym rozczarowaniem dla Bottasa, to z pewnością towarzyszyło mu poczucie niedosytu. Zapowiadało się znacznie lepiej, niż się skończyło.
Niełatwy start sezonu 2020
W nowy sezon fiński kierowca wkroczył zwycięstwem w GP Austrii… i to tyle. Bottas odstaje od Lewisa, nie ze względu na fantastyczną formę sześciokrotnego mistrza świata, ale ze względu na błędy i niewykorzystane szanse.
Znaczące są wydarzenia z GP Węgier i GP Hiszpanii. W tych wyścigach, Fin „de facto” oddał zwycięstwo Hamiltonowi już na starcie. Na Hungaroringu przesądził o tym nieformalny falstart. Nie do końca wynikał on z błędu kierowcy, ponieważ zawiodło oprogramowanie Mercedesa. Światła na kierownicy, które mają pomagać w optymalnym starcie kierowcom stajni z Brackley, w bolidzie Bottasa zgasły za wcześnie. W momencie kompletnej koncentracji, jakim jest start wyścigu okazało się to zgubne dla Valtteri’ego.
W Montmeló, Fin po prostu fatalnie ruszył z miejsca. Zostawił miejsce po wewnętrznej, co poskutkowało spadkiem o dwie pozycje na starcie. Bottasowi nie tylko odjechała jedyna szansa na zwycięstwo w wyścigu, ale także drugie miejsce na podium na rzecz Maxa Verstappena. W tym wyścigu zobaczyliśmy, każdą, nawet najmniejszą słabostkę Bottasa.
Czy Bottas jest zwyczajnie za słaby?
Aktualnie, Bottas zajmuje trzecie miejsce w tabeli, tracąc do drugiego Verstappena 6 punktów. I o ile, jest to różnica minimalna to bardzo bolesna w ocenie sezonu Fina, ponieważ dysponuje on lepszym bolidem niż Holender. Jednak to, co najbardziej powinno martwić Valtteri’ego to strata jaką ma do swojego kolegi z zespołu – 43 punkty. Po zaledwie sześciu wyścigach sezonu, Hamilton może nie ukończyć niemal dwóch, a i tak będzie przed Bottasem.
Po prawie czterech latach w najlepszej ekipie, można wyciągnąć druzgocące dla Bottasa wnioski. Fin jest kierowcą nie umiejącym wykorzystywać szans. Bottasowi nie tylko brakuje szybkości w porównaniu z Hamiltonem, ale także pewnego rodzaju sprytu i wyrachowania wyścigowego. Kierowca Mercedesa od lat jest uważany za kierowcę niewystarczająco agresywnego, wolącego odpuścić, niż zaryzykować. To, dodając zwyczajne błędy sprawia, że w opinii większości Bottas jawi się jako kierowca zaledwie przeciętny, a jego dobre wyniki, są zwykle skutkiem problemów Hamiltona i najlepszego w stawce bolidu.
„Bottas musi wejść do umysłu Hamiltona jeśli chce go pokonać”
Oliwy do ognia dolał nie kto inny jak Nico Rosberg. Niemiec w wywiadzie oparł się na własnym doświadczeniu i dał wskazówkę Bottasowi:
– Valtteri Bottas musi wejść do umysłu Hamiltona jeśli chce go pokonać. To tam kryje się największa słabość Lewisa. (…) Teraz, gdy z racji pandemii częściej przebywają razem to na jego miejscu odpaliłbym grilla pod oknami pokoju Hamiltona i całą noc smażył burgery, żeby go wkurzyć – podkreślił Niemiec.
Rosberg doskonale zna siłę „gierek” psychologicznych, Do perfekcji opanował je Michael Schumacher, z którym Niemiec jeździł w barwach Mercedesa w latach 2010-2012. Wszyscy doskonale znają historię, jak „Schumi” blokował toaletę Rosbergowi, aby ten wsiadając do bolidu był kompletnie zdekoncentrowany. Do dzisiaj, Nico nie ukrywa, że ta lekcja bardzo mu pomogła w mistrzowskim sezonie.
Psychika to nie jedyny problem Bottasa
Największym problemem Bottasa jest jednak zespół. W idealnym świecie Mercedesa wszystko jest poukładane pod dyktando Hamiltona, dlatego, że jest on gwarantem corocznych tytułów. Niech świadczy o tym fakt nagłego przemalowania bolidów na czarno, w geście wsparcia ruchu „Black Lives Matter”, z którym Lewis się identyfikuje. Szczęśliwy Hamilton to szczęśliwy Mercedes i ciężko oczekiwać zmian na tym polu, dopóki Brytyjczyk jest w stawce.
Jeśli więc Bottas marzy o zdobyciu tytułu w Mercedesie, musi sprawić, aby ta idealnie działająca machina zaczęła szwankować. Najlepiej dekoncentrując Hamiltona, ale nie wprowadzając chaosu w zespole. Jednocześnie musi wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję do zmaksymalizowania swoich wyników. Inaczej, Bottas będzie musiał poczekać na 2022 rok i rewolucję techniczną. Jeżeli wyłoni ona nowego lidera stawki i Fin odejdzie z Mercedesa, to może to być jedyna szansa na zrealizowanie marzenia o mistrzostwie świata.
Miłością do Formuły 1 zaraził go tata i tak mu zostało do dzisiaj. Jak mówi sam o sobie: "już nie fach sprzed telewizorka, jeszcze nie dziennikarz". W przerwach od wyścigów, muzyk rockowego zespołu KAC.
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło
- Karol Podsiadło