Connect with us

Czego szukasz?

Inne

Sakura JDM Track Day oczami uczestnika

W tym roku już po raz drugi z rzędu wybrałem się na Sakura JDM Track Day. Jednak ten wyjazd dla mnie był zupełnie inny z tego względu, że poprzednio przyjechałem jedynie wystawić się swoim autem, zaś w tym roku brałem udział w Time Attack. Śmiało mogę stwierdzić jedno – BYŁO WARTO!

Honda CRX Michał SAKURA JDM
Fot. Sakura JDM

Event rozgrywał się w terminie 31 maja-2 czerwca na torze Krzywa nieopodal Bolesławca w województwie dolnośląskim. Wspomnień i wrażeń będzie zatem cała masa…

Na teren imprezy przybyłem w piątek rano, choć organizator zezwalał uczestnikom na przybycie już dzień wcześniej po godz. 18:30. Od dziwo mój CRX (1991) pomieścił wszystkie bagaże, które były mi potrzebne na wypad, czyli namiot, ciuchy, środki higieny, a także parę mniej istotnych rzeczy. Odkąd wyjąłem jedną tubę z bagażnika w aucie mogę nawet zmieścić zakupy z supermarketu. Jednak pod rodzinne auto nie mam zamiaru go podciągać, bo to po prostu niedorzeczne. Nie ukrywajmy, nikt nie kupuje CRX’a ze względu na pakowność, ale bardziej z powodu osiągów oraz czerpania frajdy z jazdy, jaką może on dać kierowcy.

Zaraz po dotarciu na miejsce, rozbiłem namiot i wyjąłem wszystkie zbędne rzeczy z auta. Wiadomo masa zawsze jest wrogiem mocy, ale też dobrze dla nas jak nic Ci się nie obija ani nie przewraca w aucie jak jedziesz na granicy przyczepności w zakręcie. Nieco później udałem się na odprawę. Zostały omówione kwestie rywalizacji oraz bezpieczeństwa. Wszystko sensowne i bardzo logiczne. Była to walka o jak najlepszy czas, a nie o pozycję na torze – więc to dobrze, że zakazano ryzykownych manewrów, mogących uszkodzić swoje czy też czyjeś auto.

Piątek był dniem kwalifikacji. Byliśmy pogrupowani według pojemności silnika. Byłem sklasyfikowany w najniższej grupie do pojemności 1.6 l. Nie dajcie się zmylić. Auta teoretycznie najsłabsze na takim torze jak Krzywa przy odpowiednim kierowcy za kółkiem naprawdę potrafiły się wykazać i utrzeć nosa mocniejszym.

Pierwszy przejazd. Jechałem trochę zapoznawczo, ale pod koniec tylko nieco przycisnąłem, mając jednak na uwadze oszczędzanie opon. Przyjąłem taktykę: mniej piszczenia gum a więcej przyczepności. Teoretycznie była to dobra decyzja, ale gdy poszedłem zobaczyć swój czas przejazdu byłem w szoku. Miałem ponad 11 sekund straty do lidera mojej klasy. To była bardzo szybka weryfikacja rzeczywistości. Nie miałem co liczyć na liderowanie w grupie pomimo mocnego silnika jakim było moje D16Z5 Turbo. Jednak na tym torze bardziej liczyła się trakcja i przyczepność. Co prawda nie miałem opon semi-slick ale moje prawie nowe drogowe Continentale były niezłe, gorzej było z zawieszeniem. To była zmora mojego auta, również zbyt mała sztywność nadwozia też dawała mi się we znaki.

Mój samochód to typowy daily car – ma wszystko co posiada normalne auto na co dzień (oprócz przestrzeni). Auta, które ze mną konkurowały były „wybebeszone” do minimum, często miały opony wyścigowe i w porównaniu do mnie dysponowały odpowiednim zawieszeniem. Mój CRX może nie był taki tragiczny na co dzień, ale na tor potrzeba czegoś lepszego. Oczywiście nie zwalajmy całej winy na sprzęt, bo liczą się tu tez umiejętności kierowcy. Ja po raz pierwszy wystartowałem w zawodach na czas, a obok mnie było wielu bardziej wprawionych graczy, przed którymi chylę czoła, bo wykonali mega robotę.

Na kolejnym przejeździe byłem o ok. 2 sekundy szybszy. I w następnym też się lekko poprawiłem, ale to i tak było za daleko od reszty. Potem zauważyłem, że mam jakiś wyciek w aucie… jakiś olej. Na szczęście nie był to olej silnikowy, bo jego poziom był w normie. Jednak zaniepokoiłem się i na kolejnym przejeździe pojechałem bardziej zachowawczo – wtedy nie poprawiłem czasu. Jednak po tej sesji wyczyściłem wszystko za silnikiem, gdzie był wyciek, aby zobaczyć czy znowu coś się pojawi, bądź czy może było to coś starego, co dopiero zauważyłem.

W następnej sesji ponownie się poprawiłem – tym razem o ponad 2 sekundy i moja strata do reszty nie była już taka straszna. Wycieki nie robiły progresu, pomimo że auto porządnie dostało, więc byłem trochę spokojniejszy. Natomiast nieznacznie rosła temperatura płynu chłodniczego. Ostatnia sesja nie przyniosła poprawy i czas pozostał ten sam. Ale pomimo tego udało mi się zejść z początkowego 1:16.7 na 1:11.8, także poprawa była znacząca. Kolejnego dnia odbyły zawody główne, a ja do tej pory korzystając z luźnego i przyjemnego klimatu imprezy po zakończeniu jazd otworzyłem sobie piwko, relaksując się przed kolejnym wyzwaniem.

Właśnie sobota oznaczała nic innego jak dzień zawodów głównych. W tym dniu byliśmy przegrupowani – tym razem ze względu na to, kto jakie czasy osiągnął w kwalifikacjach. Co ciekawe nie byliśmy pogrupowani np. w taki sposób, że najsłabsza grupa kwalifikacji startuje pierwsza, a potem rywalizację zaczynają coraz mocniejsze auta – wszystko zostało pomieszane. Jak dla mnie duży plus, bo nie było przewidywalności i dzięki temu każda sesja była warta obserwacji. Warto wspomnieć też o tym, że były osoby, które przyjechały jedynie na zawody główne i nie brały udziału w kwalifikacjach i dla nich utworzona została specjalnie nowa grupa.

Sobota była gorąca. I to bardzo. Dało się to odczuć po pracy opon. Mianowicie zaobserwowałem jedno bardzo interesujące zjawisko. Gdy mieliśmy sesję to każdy zazwyczaj uzyskiwał swój najlepszy czas pomiędzy 3 a 5 okrążeniem. Było to spowodowane tym, że na początku opony mogły być za mało dogrzane, potem miały optymalną temperaturę, a na końcu sesji były już przegrzane co powodowało więcej piszczenia i ślizgania się – wówczas przyczepność była coraz mniejsza. Przynajmniej tak to wyglądało w moim przypadku. Inni zawodnicy mogli mieć inaczej, bo każdy miał różne rodzaje opon i każde mogły się zachowywać w tych warunkach inaczej. Była to kwestia mieszanki. Tor był tez trochę mocniej nagumowany po pokazach drifterów, ale z drugiej strony nanieśli też na niego wiele brudu.

Na dzień zawodów postanowiłem, że lekko oszczędzę moją Hondę i zrobię mniej przejazdów, aby czasem nie siadła, bo musiałem nią wrócić na kołach do domu. Na pierwszym przejeździe przeżyłem zaskoczenie. Zawsze ustawiałem się ostatni, aby szybsi jechali przede mną, żebym nie musiał nikogo w trakcie sesji puszczać, bo to mi psuło okrążenia. Tak było chociażby w piątek. Jednak jak wyjechałem na tor w sobotę w grupie przystosowanej do mnie, to inni zawodnicy musieli mnie przepuszczać ze względu na moją szybkość. Szok! Niestety pod koniec sesji musiałem zwolnić, bo temperatura płynu chłodniczego sięgała zenitu. Jednak po zjechaniu z toru od razu wracała do normy.

Wydaje mi się, że mocne ciśnięcie auta plus wysoka temperatura dnia złożyła się na te efekty. Poszedłem do biura zobaczyć czasy. Poprawiłem się na 1:10.07. czyli ponad sekundę, podczas gdy nikt u mnie w grupie nie poprawił swojego czasu z dnia wcześniej. Nie sądziłem, że mogę nawiązać jakąś rywalizację – jednak okazało się, że pojawiła się szansa.

Kolejny przejazd ponownie przyniósł poprawę. Tym razem na 1:10.02. Ponownie temperatura płynu była dramatyczna i zmusiła mnie do odpuszczenia pod koniec, ale tak jak wspomniałem wcześniej za sprawą opon pod koniec przejazdu i tak był nikła szansa na poprawę czasu. Na postoju ziomek polecił mi włączenie ogrzewania na maksymalną temperaturę w trakcie jazdy jako upuszczenie temperatury z silnika. Bardzo logiczne rozwiązanie – ale jako, że byłem laikiem w tych tematach to sam wcześniej na to nie wpadłem. Skorzystałem z rady kilku kolegów z toru i podziałało. Serio temperatura była mniej szalona. Gorzej było ze mną niż z autem, bo czułem się jakbym za każdym razem wychodził z sauny, jednak dało się przeżyć.

Na kolejnym przejeździe wykręciłem 1:09.6. Nie miałem bladego pojęcia jakim cudem to się stało. Fakt jest taki, że byłem liderem w mojej grupie i powiększałem przewagę. Przestałem się przejmować wszelkimi rzeczami, na które zwracałem uwagę dzień wcześniej i cisnąłem ile się da. Na tym miałem zakończyć, jednak postanowiłem zrobić jeszcze jeden atak.

Podczas ostatniego przejazdu na pokład zabrałem mojego kolegę, aby też się nacieszył choć trochę upalaniem na torze. Pomimo teoretycznie większego balastu ponownie się poprawiłem i to o 0,4 s. Mój ostateczny czas to 1:09.153. Patrząc na to, że na początku mój wynik oscylował w granicach 1 minuty i 16 sekund była ta bardzo duża poprawa. Na pewno wiele dało mi w tym poprawienie moich umiejętności. Lepsze wyczucie auta, poznanie nitki toru, dopracowanie do hamowań oraz lepszej linii wyścigowej. Ogólnie poczułem bardzo dużą satysfakcję z tego, co udało mi się osiągnąć. I na pewno mam apetyt na więcej w przyszłości.

Fot. Michał Nowak / Honda CRX ED9 podczas Sakura JDM Track Day

Poza samą kwestią Time Attack i mojego udziału warto wspomnieć o całym wydarzeniu. Sakura odbyła się po raz drugi. Jest to przedsięwzięcie JDM Wrocław, które dokłada bardzo dużych starań do tego, aby impreza była udana i naprawdę jest to widoczne i nie sposób tego nie docenić. Podczas całej imprezy zawsze panuje kapitalny klimat, można spotkać wiele osób z tą samą zajawką i każdy bardzo chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami.

Atmosfera była bardzo przyjacielska, co niezmiernie sobie cenię. Poza Time Attack były pokazy driftu, a także wiele konkursów na głównej scenie – wybór najlepszego auta zlotu, najlepszej komory silnika, czy też kategoria najlepsza felga zlotu. Wszystkie osoby zajmujące się organizacją tego eventu to bardzo mili i pogodni ludzie, w których od razu można dostrzec pasję do motoryzacji. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam na celu tworzenia żadnego materiału promocyjnego, po prostu chwalę tylko wtedy, jak jest za co.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolony, że mogłem tam się pojawić i spróbować swoich sił na torze z innymi zawodnikami i dobrze się przy tym bawić. Jestem na tysiąc procent pewien, że w kolejnej edycji ponownie wystartuję, ponieważ Sakura JDM Track Day w każdym roku startów będzie moim priorytetem. Polecam każdemu, kto interesuje się takimi klimatami, aby brał udział w takich imprezach i rozwijał swoją pasję, a przy tym jak najlepiej się bawił podobnie jak ja w tym roku. Oczywiście należy pamiętać, że konieczne jest do tego posiadanie samochodu japońskiej marki.

W ramach uspokojenia tych, którzy mogą być zmartwieni formą mojego CRX’a, to mogę zaznaczyć tylko, że dał radę dotrzeć do mojego domu. Natomiast wszystkie dolegliwości jakie wykazał zostaną niebawem sprawdzone i zwalczone. Jednego możecie być pewni… na kolejną edycję wymienię zawieszenie! Jeśli chcielibyście bardziej poznać mój samochód i śledzić na bieżąco, co w nim modyfikuję, to odsyłam do mojego luźnego fanpage’a.

Galeria z eventu

Oceń nasz artykuł!
Website |  + posts

Redaktor w dziale Motorsport. Pasjonat japońskiej motoryzacji oraz sportów motorowych. Dużym sentymentem darzy starsze samochody. Od najmłodszych lat uważnie przygląda się rywalizacji w WRC, MotoGP i Formule 1. Parę lat temu obiektem jego zainteresować stał się dla niego Rallycross. Uczestniczy w wielu eventach motoryzacyjnych, zwłaszcza w tych skoncentrowanych na tuningu, drifcie oraz japońskich autach.

\
Reklama