Czego szukasz?

Formuła 1

Gasly i rysa na jego diamencie. Przypominamy przygodę z Red Bullem

Już niedługo najszybsi kierowcy świata przyjadą na tor Hungaroring. Polscy kibice dobrze wspominają rundę o GP Węgier sprzed dwóch lat, kiedy to tłumnie ruszyli za Robertem Kubicą, który reprezentował wtedy barwy Williamsa. Z tego wyścigu dobrych wspomnień nie ma jednak Pierre Gasly. Francuz po raz ostatni usiadł wtedy za kierownicą Red Bulla. W tym artykule przypominamy jego krótką i nieszczęśliwą przygodę w barwach Czerwonych Byków.

Pierre Gasly Germany 2019
Fot. Twitter

Dlaczego Gasly znalazł się w Red Bullu?

W 2018 roku świat Formuły 1 żył decyzją Daniela Ricciardo, który postanowił opuścić szeregi Red Bulla. Wybór ten był o tyle szokujący, ponieważ Australijczyk zdecydował się zamienić topowy bolid Red Bulla na Renault, które w tym czasie dopiero zaczynało aspirować do walki o podia. Kierowcy zależało jednak na ruch w jakąkolwiek stronę, ponieważ nie mógł się pogodzić z zepchnięciem na boczny tor. A właśnie ten proces rozpoczął się w zespole Red Bulla, który zaczął pokładać swoje nadzieje wyłącznie w osobie Maxa Verstappena.

ZOBACZ TAKŻE
Sześć błędów z rzędu. Wspominamy najgorszy okres kariery Verstappena

Żaden zespół nie może jednak startować tylko z jednym kierowcą, dlatego Christian Horner i dr Helmut Marko, musieli wypełnić lukę po Ricciardo. Australijczyk zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko, stając na podium w barwach Red Bulla aż dwadzieścia dziewięć razy, z czego siedem jako zwycięzca.  Ponieważ austriacka ekipa stawia nacisk na korzystanie z kierowców ze swojej akademii, jedynym słusznym wyborem był Francuz, Pierre Gasly.

ZOBACZ TAKŻE
Gasly zmotywowany przez szefa. "Należy do grona najlepszych"

Na papierze był to genialny ruch. Wschodząca gwiazda padoku zachwyciła wszystkich ponadprzeciętnymi rezultatami w sezonie 2018. To właśnie one zaważyły o decyzji przesunięcia młodego kierowcy do głównego zespołu. Wszystko wyglądało na to, że Red Bull podjął bardzo dobrą decyzję. Na ten sam ruch zdecydowało się bowiem Ferrari. Stajnia z Maranello wprowadziła do swoich szeregów Charlesa Leclerca, który w 2018 roku debiutował w stawce. Kilkukrotnie zdarzyło mu się wejść w pojedynek z Gaslym. Kibice liczyli oczywiście na powtórkę w bolidach, które walczą o zwycięstwa.

Złe pierwsze wrażenie

Zanim jednak to mogło nastąpić, wszyscy jak jeden mąż musieli udać się do Barcelony na testy przedsezonowe, których Gasly był oczywiście głośnym tematem. Wiele osób było po prostu ciekawe, jak odnajdzie się on w nowym środowisku. O dziwo Francuz prezentował raczej średnie tempo, a ponadto dwukrotnie dość mocno rozbił swój bolid RB15. Oczywiście testy są też po to, by znaleźć swoje błędy i wyeliminować je, a także w tym przypadku, „wjeździć się” w nowy zespół. Dlatego nikt nie wyciągał pochopnych wniosków przed otwierającą sezon rundą w Australii.

 

Gasly musiał jednak pokazać się z lepszej strony na torze Albert Park. Jazda dla ekipy z aspiracjami, z którymi Red Bull wchodził w sezon 2019, nie uwzględniała taryfy ulgowej. W Melbourne Francuz przeszedł najśmielsze oczekiwania. Niestety te mówiące o tym, jak zły może być jego debiut dla ekipy Czerwonych Byków. Francuz w kwalifikacjach zajął szokujące siedemnaste miejsce, odpadając już z Q1, między innymi z parą kierowców Williamsa.

Pierre Gasly Red Bull Racing Melbourne 2019

Fot. Red Bull Content Pool / W Australii Gasly znalazł się tam gdzie nie powinno go być.

Na obronę Gasly’ego można postawić to, że tego samego dokonali Carlos Sainz i Lance Stroll, którzy również debiutowali –  kolejno w McLarenie i Racing Point. Jednakże kierowca jeżdżący z numerem dziesięć miał nad nimi ogromną przewagę sprzętową, o czym świadczy to, że Verstappen do wyścigu startował jako czwarty. Niestety Francuz nie brylował w pierwszym wyścigu, męcząc się niemiłosiernie z wyprzedzaniem Danila Kvyata z Toro Rosso. Wizerunku nowego kierowcy ekipy Christiana Hornera nie ocieplił fakt, że skończył on poza punktami.

Oczekiwania vs rzeczywistość

Niespecjalnie zmieniło się w to dwóch kolejnych rundach, najpierw tej o GP Bahrajnu, a później Chin. Jedynym plusem było to, że kierowca urodzony w Reuen zdobył pierwsze punkty w nowych barwach. Wszystko zaczęło się jednak sypać na ulicach stolicy Azerbejdżanu, Baku. To tam Pierre Gasly był zmuszony do startu z alei serwisowej za nadmiar paliwa w bolidzie, który wykluczył go z kwalifikacji.

ZOBACZ TAKŻE
Bolesna wpadka Red Bulla. Gasly wystartuje z alei serwisowej

Wyścig mógł być przełomowym momentem w tym dotychczas trudnym okresie dla Francuza. Niestety, kiedy wyglądało na to, że Francuz w końcu przebija się w górę stawki i zdobędzie kolejne punkty dla Red Bulla, wszystko się posypało. Awaria bolidu na trzydziestym ósmym okrążeniu uniemożliwiła Gaslyemu odbudowę po sobotnim koszmarze. A szkoda, ponieważ widać wyraźnie było, że w końcu w jakimś stopniu odnalazł rytm. Można założyć, że nieukończony wyścig podciął mu skrzydła i wpłynął na rozwój wydarzeń.

 

Nie świadczą o tym jednak relatywnie dobre szóste miejsce w Hiszpanii i chwilę później piąte w Monako. Te dostateczne rezultaty powinny być traktowane jako sukces względem poprzednich rund w wykonaniu Pierre’a. Niestety wówczas 23-letni kierowca tracił niezwykle dużo do Maxa Verstappena i zupełnie nie był w stanie pomóc mu strategicznie, gdy ten rywalizował z Ferrari i Mercedesem o zdobycie pozycji na podium.

Pierre Gasly – papierowy lider zespołu

W czerwcu 2019 jednak nikt w otoczeniu ekipy z Milton Keynes nie wytykał francuskiemu kierowcy jego miernych występów, licząc na to, że Gasly w końcu się przełamie. Szczególnie że zbliżała się domowa runda Francuza na torze Paul Ricard, na którym z pewnością chciał się wykazać i dać z siebie wszystko. Najpierw jednak najszybsi kierowcy świata odwiedzili Kanadę, gdzie niespodziewanie Max Verstappen przestał być przewodzącym bolidem Red Bulla.

ZOBACZ TAKŻE
100 wyścigów Verstappena w Red Bullu. Subiektywne 5 najlepszych z nich

To dlatego, że Holender został powstrzymany przed wejściem do Q3 przez wypadek Kevina Magnussena. Duński kierowca Haasa rozbił się na ostatnim okrążeniu pomiarowym, jadąc właśnie przed Verstappenem. Chcąc nie chcąc, Gasly musiał wziąć na swoje barki sukces zespołu. Kwalifikacje dały nadzieję na to, że mu się to uda, ponieważ startował z piątej pozycji przed Mercedesem Valtteriego Bottasa.

ZOBACZ TAKŻE
Tiffany Cromwell - kim jest dziewczyna kierowcy F1, Valtteriego Bottasa?

Wyścig niestety ponownie pokazał niemoc Pierre’a. Bezradny Francuz osunął się na ósmą pozycję, kończąc wyścig z dużą stratą do Maxa Verstappena, który w porównaniu do swojego kolegi, sukcesywnie nadrabiał to, co odebrały mu kwalifikacje. Holender dojechał piąty, wyciągając z tego wyścigu maksimum. Można było już powoli wyczuć, że zaczyna się początek końca okresu obecności 23-latka w barwach Red Bulla.

Gasly traci grunt pod nogami

Jakby tego było mało, całą sytuację znacznie pogorszyły wyścigi we Francji i Austrii. Gasly nie reprezentował sobą absolutnie nic, zwłaszcza w domowym wyścigu dla zespołu, który został wygrany przez genialnego tamtego dnia Maxa Verstappena. Holender błyszczał, powiększając różnicę między kierowcami w zespole. Niepewność wiążącą się z tym, co zrobić z Pierre’em Gaslym, który miał być rozwiązaniem wszystkich problemów zespołu, rosła z każdym dniem.  Nic nie wskazywało bowiem na to, aby sytuacja miała się poprawić. Ponadto w stronę kierowcy zaczęły spływać niewygodne komentarze, zwłaszcza te z ust jego szefów, Helmuta Marko i Christiana Hornera.

ZOBACZ TAKŻE
Christian Horner: Pierre Gasly był zupełnie innym kierowcą

O dziwo w wyścigu o GP Wielkiej Brytanii bardzo mu to pomogło. Francuz po dobrych kwalifikacjach w końcu pokazał agresję i nie chciał odpuścić w zaciętej rywalizacji, która tego dnia rozegrała się pomiędzy wymieszanymi kierowcami Ferrari oraz Red Bulla. Udało mu się wykorzystać błąd Sebastiana Vettela, który uderzył w Maxa Verstappena, i dojechać na czwartej pozycji. Na Silverstone Gasly pierwszy (i ostatni) raz znalazł się w realnej pozycji na zdobycie podium w barwach Red Bulla.

Ostateczna porażka 

Promyk nadziei okazał się jednak nikły. Dwa tygodnie później na Hockenheimringu w Niemczech miarka po prostu się przebrała. Francuz przejechał jednak swoje najlepsze kwalifikacje, startując z czwartej pozycji. Niestety, zanim tego dokonał, w treningu zdemolował swój bolid RB15, co kosztowało zespół naprawdę sporo czasu, pieniędzy, ale przede wszystkim cierpliwości. Tej bowiem włodarze Red Bull Racing już nie mieli.

ZOBACZ TAKŻE
Marko o Perezie. "Jest tak samo szybki jak Verstappen"

Sytuacja tylko pogorszyła się w wyścigu, kiedy to Verstappen wygrał, a Gasly przeszedł samego siebie w tym, jak źle można się zaprezentować. Po fatalnym występie, w trakcie którego kolejny raz męczył się w rywalizacji z bolidami środka stawki, nie ukończył niedzielnych zawodów. Gasly zderzył się z innym juniorem Red Bulla, Alexandrem Albonem. Taj odegrał ważną rolę w skróceniu przygody Francuza z Red Bullem. GP Niemiec zaważyło na przyszłości obecnego lidera zespołu AlphaTauri.

Fot. Red Bull Content Pool / Gasly był bezradny za kierownicą Red Bulla

Zaledwie pięć dni później Gasly oraz inni najszybsi kierowcy świata przyjechali na Węgry. Kierowca Red Bulla przez cały weekend był cieniem siebie samego. I to w zdecydowanie większym stopniu niż dotychczas. O samych zawodach względem Francuza nie można powiedzieć prawie nic. Zakwalifikował się na szóstym miejscu (ze stratą blisko 0,9 s do Verstappena), a w wyścigu w żaden sposób nie był w stanie polepszyć swojej pozycji.

Verstappen sprawił, że wyścig jego partnera z ekipy wyglądał jeszcze gorzej. Holender pierwszy raz w swojej karierze wygrał kwalifikacje, a w niedzielę, dojeżdżając na drugim miejscu zdublował kolegę z zespołu. Pierre Gasly po raz kolejny zawstydził Red Bulla i nie miał nic na swoją obronę. Dlatego właśnie nadszedł jego koniec przygody z zespołem Christiana Hornera.

Nowe porządki

Po przerwie wakacyjnej w zespole z Austrii zaszła znaczna zmiana. Pracownicy ekipy zdrapali wszystkie numery dziesięć i zastąpili je dwudziestkami trójkami. Ten numer był bowiem używany przez nowego kierowcę zespołu – Alexandra Albona. To właśnie wspomniany wcześniej Taj zastąpił bezsilnego Pierre’a Gasly’ego. Początkowo wydawało się, że była to najlepsza decyzja Red Bulla i jeden z bardziej udanych letnich transferów w historii Formuły 1.  Albon był wręcz świetny w pozycji, w której go postawiono. W porównaniu do swojego poprzednika wiedział, jakim potencjałem dysponuje jego bolid i bez żadnego zastanowienia wyprzedzał rywali ze słabszych zespołów.

 

Niestety jak wiemy, ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Upadek Albona nie jest jednak tematem tego artykułu – ważne jest to, że po GP Węgier 2019 Pierre Gasly otrzymał kartę przetargową na odbudowę. Powrócił do Toro Rosso, gdzie wydarzyło się coś bardzo dziwnego. Nagle Gasly zaczął robić rzeczy, o których w zdecydowanie lepszym bolidzie nie był w stanie nawet pomyśleć. Do końca 2019 roku stanął na pierwszy raz na podium (był drugi w Brazylii), w kolejnym sezonie wygrał wyścig, a w aktualnym dorzucił jeszcze jedno podium. Może więc niechciana i zdecydowanie przedwczesna degradacja wyszła mu na dobre.

ZOBACZ TAKŻE
Gasly odejdzie z rodziny Red Bulla? "Budzę zainteresowanie"

Niestety sprawia to, że ciężko wyobrazić sobie w tej sytuacji przejścia Gasly’ego do topowej ekipy. Od czasu do czasu pojawia się temat jego powrotu do Red Bulla w przypadku gdy Sergio Perez ostatecznie nie podoła oczekiwaniom. Zainteresowanym może też być Mercedes, który czuje się coraz mniej pewnie z osobą Valtteriego Bottasa na drugim fotelu. Nie można jednak przewidzieć, jak tym razem Gasly’emu poszłoby mu w ekipie, która ma potencjał walki o najwyższe cele w każdej rundzie sezonu. Wiemy już, że gdy ostatnio znalazł się w takiej pozycji, nie dał sobie rady.

5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama