Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Sześć błędów z rzędu. Wspominamy najgorszy okres kariery Verstappena

Max Verstappen jest jednym z faworytów do walki o najwyższe miejsca podczas sezonu 2021. Holender musi jednak pojechać jeździć jeszcze bardziej konsekwentnie. Na pewno o wiele bardziej, niż robił to w 2018 roku.

Najgorszy okres kariery Verstappena. Red Bull Racing RB14 2018 Monaco GP
Fot. Reddit / Max Verstappen po kraksie w 3. treningu do GP Monako 2018

Kiedy właściwie był ten „najgorszy okres kariery Verstappena”?

Max Verstappen w zeszłym sezonie zachwycał świat Formuły 1. 23-latek jako jedyny zagrażał nietykalnemu duetowi z Mercedesa, zgarniając dwa zwycięstwa. Holender nie miał sobie równych na Silverstone i kończącym rok wyścigu o GP Abu Zabi, do którego startował w dodatku z pierwszego pola. Jeśli kierowca Red Bulla jest w stanie rozpocząć nowy sezon, tak jak ukończył poprzedni, to jego fani mogą wierzyć w to, że ich ulubieniec podtrzyma passę regularnych wizyt na podium. Po niezłych występach w 2019 i 2020 roku, wszyscy wyrzucili z pamięci poprzednie kampanie. Tymczasem początek sezonu 2018 był to „najgorszy okres kariery Verstappena”.

W sezonie 2021 „Pomarańczowa armia” musi jedynie liczyć, że Verstappen nie powtórzy swoich występów, z pierwszych sześciu wyścigów 2018 roku. Wtedy też wiele osób pokładało w nim ogromne nadzieje, a największe z nich były oczywiście wewnątrz Red Bulla. Rosną one bowiem z każdym rokiem, odkąd pojawił się on w zespole na początku 2016 roku. Warto przypomnieć sobie, czym dokładnie zawinił w niektórych wyścigach Max Verstappen, a rozpoczniemy od GP Australii 2018.

GP Australii 2018: Błędy zdarzają się najlepszym

Pierwszy wyścig sezonu wyznacza to, czego można się spodziewać po każdym z kierowców w kolejnych rundach. W przypadku Verstappena wszystko zaczęło się relatywnie dobrze. W treningach wykazywał się bardzo dobrym tempem i pozycjami w pierwszej trójce. Podobnie w kwalifikacjach, które skończył na wysokim, czwartym miejscu. To oczywiście otwierało mu szansę na rozpoczęcie sezonu od podium.

W 2018 roku, podczas wyścigu o GP Australii pojawiły się jednak nieoczekiwane komplikacje. Holender został wyprzedzony na starcie przez Kevina Magnussena. Agresywna natura Maxa Verstappena zmusiła go do przeprowadzenia kilku ryzykownych manewrów w celu przebicia się w górę stawki. Holender ewidentnie przeliczył swoje możliwości, wyjeżdżając kilkukrotnie poza obręb toru. Wizyty na wyboistej trawie w słynnym parku Alberta uszkodziły konstrukcję Red Bulla, co już skompresowało możliwości Verstappena. Sytuacji nie poprawił pełny obrót w pierwszym zakręcie, który całkowicie pogrzebał szansę na walkę o najwyższe pozycje.

Spin Verstappena GP Australii 2018 Najgorszy okres kariery Verstappena

Fot. Reddit / Max Verstappen rozpoczął sezon 2018 od potknięcia

Wówczas 20-letni jeszcze wtedy kierowca dojechał na szóstym miejscu tylko dlatego, że oba bolidy Haasa, które prezentowały tego dnia fantastyczne tempo, nie ukończyły wyścigu z powodu niedokręconych kół przez mechaników. Red Bull na pewno chciał rozpocząć ten sezon w innych okolicznościach, ale na tamten moment można było tylko liczyć, że następny wyścig zatrze złe wrażenie.

GP Bahrajnu 2018: Niepotrzebna agresja

Tor w Bahrajnie okazał się w 2018 roku niezwykle pechowy nie tylko dla Maxa Verstappena, ale i całego zespołu Red Bulla. Na początku weekendu nic na to nie wskazywało, ponieważ Daniel Ricciardo, który jeszcze wtedy był trzonem austriackiej ekipy, zanotował najlepszy czas w pierwszym treningu. Wszystko zaczęło się psuć w kwalifikacjach. Verstappen zawiódł  już w pierwszych minutach sesji Q1.

Holender za szybko przyspieszył po wyjściu z zakrętu w pierwszym sektorze. Bolid Red Bulla wyszedł spod jego kontroli i po chwili uderzył w ścianę. Verstappen złamał zawieszenie, więc było już po zabawie. Kierowca zdążył przejechać jedno okrążenie, więc wszedł do drugiej części klasyfikacji, ale ponadto nie mógł już osiągnąć nic. Wymagana poważna naprawa i start z piętnastego miejsca i to potwarz dla topowego zespołu Red Bulla.

ZOBACZ TAKŻE
Grand Prix Bahrajnu 2010. Kulisy jednej z najgorszych decyzji w historii F1

Początek wyścigu był jednak obiecujący. Max Verstappen wystartował bardzo dobrze i szybko uporał się z Brendonem Hartleyem, który jednak nigdy nie powinien zakwalifikować się przed Holendrem. Na drugim okrążeniu wdał się on jednak w agresywną potyczkę z Lewisem Hamiltonem, który startował z dość niskiej pozycji (9.) ze względu na karę cofnięcia o 5 pozycji. Max nie dał Brytyjczykowi ani milimetra, wypychając go z toru. Doszło do kontaktu przedniego skrzydła Mercedesa z tylną oponą Red Bulla prowadzonego przez Verstappena. Opona została przebita, więc młody kierowca musiał doczołgać się do alei serwisowej. Wiadomo było już jednak, że dla niego jest już po zawodach.

 

Dla Red Bulla sytuacja stała się fatalna, ponieważ na rozpaczliwym okrążeniu zjazdowym Holendra, jego partner z zespołu Daniel Ricciardo odpadł z wyścigu przez usterkę techniczną. Verstappen ostatecznie powrócił na tor ze świeżym kompletem opon. Strata ponad minuty do lidera i uszkodzony bolid, który przejechał całe okrążenie na trzech kołach sprawiły, że kierowca wycofał się z wyścigu. Był to koszmar austriackiej ekipy, która nie wiedziała jeszcze, że najgorszy okres kariery Verstappena stał się faktem.

GP Chin 2018: Dlaczego ty to robisz, Max?

Na chińskiej ziemi Czerwone Byki chciały odbić sobie fatalny występ w ostatnim wyścigu. Kwalifikacje zweryfikowały te zapędy. Przy samochodzie Ricciardo znów pojawiły się problemy, więc wyjechał on w ostatniej chwili pierwszej części kwalifikacyjnej. Ostatecznie Red Bull zajął piąte i szóste miejsce. W niedzielę Verstappen znowu fantastycznie ruszył do wyścigu. Bardzo szybko znalazł się na trzecim miejscu i wyglądało na to, że w końcu idzie po dobry rezultat.

Mniej więcej w połowie wyścigu kontakt dwóch samochodów ekipy Toro Rosso wywołał samochód bezpieczeństwa. Bolidy Ferrari oraz  Mercedesa przejechały już aleję serwisową, kiedy pojawił się on na torze. Oba Red Bulle zjechały jednak natychmiast po nowe komplety miękkich opon. Zespół w mistrzowskim stylu poradził sobie z tak zwanym „double stack”. Sytuacja stała się jasna i klarowna. Red Bull znajdował się za plecami swoich rywali, ale miał ogromną przewagę strategiczną. Austriacki zespół miał na ten moment wszystkie atuty do zgarnięcia podwójnego zwycięstwa.

pit stop gp chin 2018 red bull

Fot. Red Bull Content Pool / W GP Chin 2018 mechanicy Red Bulla podali holenderskiemu kierowcy zwycięstwo na tacy

Verstappen rzucił się w ogień za Hamiltonem. Brytyjczyk postanowił odpowiedzieć mu za starcie z Bahrajnu, więc wypchnął kierowcę Red Bulla z toru. 23-latek spadł za Ricciardo, ale kontynuował natarcie. Obaj kierowcy w końcu wyprzedzili Hamiltona i robili różnicę na torze. Ricciardo objechał Vettela, więc Verstappen musiał jak najszybciej zrobić to samo. Wtedy stało się najgorsze. Holender obrócił zarówno Niemca, jak i siebie samego przez kontakt w zakręcie. Hamilton i Raikkonen błyskawicznie ich objechali, więc kierowca Red Bulla stracił wszystko co wypracował.

 

Verstappen dostał karę czasową za ten bezsensowny manewr i tym samym całkowicie zmarnował potencjał na triumf. Młody Holender miał podstawy, do zapadnięcia się pod ziemię po tym wyścigu. Jego zwycięzcą został bowiem nie kto inny jak Daniel Ricciardo, który zrobił dokładnie to, co do niego należy. Prawda jest jednak taka, że tego dnia bolidy Red Bulla powinny niemalże przekroczyć linię w kolejności 1-2.

GP Azerbejdżanu 2018: Najgorszy okres kariery Verstappena stał się faktem

Trzy pierwsze rundy sezonu 2018 były w wykonaniu Maxa Verstappena wprost fatalne. W powietrzu wisiała obawa, że w Azerbejdżanie po raz kolejny zrobi coś pójdzie nie tak. Niestety okazała się ona słuszna. Piątkowa inauguracja weekendu znowu na to nie wskazywała, ponieważ bolidy austriackiej stajni wyglądały bardzo konkurencyjnie na ulicach Baku i ewidentnie liczyły się w walce o pozycje na podium. Typowy chaos związany z tym ulicznym torem sprawił, że Max Verstappen, jak i Daniel Ricciardo jechali w ten weekend po naprawdę duże punkty.

walka GP Azerbejdżanu RIcciardo vs Verstappen 2018 Najgorszy okres kariery Verstappena

Fot. Red Bull Content Pool / Podczas GP Azerbejdżanu 2018 kierowcy Red Bulla prezentowali porównywalne tempo. Okazało się to zgubne

Na ich niekorzyść zadziałało jednak to, że Red Bull nie miał wtedy jasno określone tego, kto jest pierwszym, a kto drugim kierowcą zespołu. Sprawiło to, że zawodnicy sami musieli rozstrzygnąć zaciętą walkę między sobą, która trwała kilka kolejnych okrążeń wyścigu. Ostatecznie zrobili to w najgorszy możliwy sposób, ponieważ po ciągłym wzajemnym wyprzedzaniu doszło do wypadku, kończącego ich udział w zawodach. Ricciardo wjechał w tył Verstappena, ponieważ zmienił on dwa razy tor jazdy przed naciskami Australijczyka.

 

Jest to oczywiście nielegalne, ponieważ dopuszcza się tylko jedną zmianę kierunku. Właśnie dlatego to Holender został obarczony winą za wypadek. Zespół Red Bulla był zdruzgotany, ponieważ już drugi raz w przeciągu czterech wyścigów nie zdobyli ani jednego punktu. A z Azerbejdżanu spokojnie mogli wywieść ich kilkanaście. Najgorszy okres kariery Verstappena trwał w najlepsze i nic nie wskazywało na to, że dobiegnie końca. Warto mieć na uwadze, że ten wyścig zmienił los kariery Daniela Ricciardo. Austrlaijczyk nie dostał poparcia zespołu w tej ewidentnej sytuacji i uznał, że opuści szeregi Red Bulla.

GP Hiszpanii 2018: Nikła nadzieja na lepsze jutro 

Jedyny pozytyw w tej serii nieszczęść miał miejsce na torze pod Barceloną, goszczącym GP Hiszpanii. To właśnie tutaj Max Verstappen zdobył pierwsze podium w sezonie, plasując się na jego najniższym stopniu. Hiszpański obiekt jest jednym z bardziej przychylnych Verstappenowi. To tam wygrał swój pierwszy wyścig w karierze kierowcy F1 w 2016 roku, a w fatalnym dotychczas 2018 roku, w końcu zaprezentował się ze swojej najlepszej strony. Wspomniane podium, nie zostało jednak zdobyte bezboleśnie. Ciężko bowiem zrozumieć, co właściwe stało się kiedy na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

ZOBACZ TAKŻE
Samochód bezpieczeństwa w F1. Niedoceniony bohater sportu?

Holender uderzył w bolid dublowanego Lance’a Strolla i urwał część swojego przedniego skrzydła. Było to niezwykle nierozsądne, ponieważ tym samym mógł po raz kolejny pogrzebać szanse na podium. Na szczęście holenderski kierowca dojechał wtedy na swojej trzeciej pozycji i dał promyk nadziei na powrót do formy. Była to jednak przedwczesna nadzieja, zweryfikowana już w kolejny weekend wyścigowy.

GP Monako 2018: Verstappen upadł po raz szósty

Na ulicach Monako już od czwartku wiadomym było, kto będzie górą w trakcie odbywającego się tam weekendu wyścigowego. Red Bull. Wyjątkowo wcześnie rozgrywane dwa pierwsze treningi wyjawiły to, że fabryka w Milton Keynes przygotowała w 2018 roku bolid stworzony pod wąskie i kręte tory jak właśnie w Monako. Zgodnie z tradycją piątek jest w księstwie dniem wolnym od ścigania, więc z początkiem weekendu nadzieja fanów na podwójne zwycięstwo Czerwonych Byków była już ogromna.

ZOBACZ TAKŻE
Czeka nas walka Hamilton vs Verstappen? Button nie może się doczekać

W porannym, sobotnim treningu wystarczyło się już tylko dostroić się na kluczowe na tym torze kwalifikacje. Niestety tak jak dotychczas wszystko w tym sezonie, przygotowania nie poszły po myśli Verstappena. Testując pełne możliwości bolidu na oponach supermiękkich nie wyrobił się w szykanie i całkowicie roztrzaskał swojego Red Bulla. Była to fatalna wiadomość dla zespołu, ponieważ oznaczało to niespodziewaną walkę  z czasem w celu odbudowy samochodu.

Gdyby Holender dokonał tego w czwartek, na kwalifikacje miałby już nowy bolid. Ponieważ jednak do sesji zostały mniej więcej dwie godziny, nie było szans na zdążenie przywrócenia go do pierwotnego stanu. Przez to w kwalifikacjach zamiast zablokowania pierwszego rzędu, Red Bull miał pole position i pozycję zamykającą stawkę. Sytuacja była już dramatyczna i nikt nie wiedział, co z nią zrobić. Ani przede wszystkim jak pomóc Verstappenowi.

W II połowie sezonu 2018 najgorszy okres kariery Verstappena dobiegł końca

W nocy z soboty na niedzielę 27 maja 2018 roku coś zmieniło się w osobie Maxa Verstappena, ponieważ w wyścigu o GP Monako pojawił się zupełnie nowy kierowca. Holender pojechał fenomenalnie, prezentując manewry wyprzedzania na najwyższym poziomie. Przebił się on przez stawkę, kończąc ostatecznie na dziewiątym miejscu, dodatkowo notując najszybsze okrążenie wyścigu. Dokonał niemożliwego na torze, na którym z założenia nie da się wyprzedzać. A co stało się później, przechodzi najśmielsze oczekiwania, porównując je do pierwszych wyścigów. 

W Kanadzie wygrał wszystkie treningi, po czym zanotował trzeci czas w kwalifikacjach. Bez większych problemów utrzymał tą pozycję do końca wyścigu. Na torze Paul Ricard we Francji był drugi, a tydzień później w domowym wyścigu Red Bulla w Austrii zajął najwyższy stopień podium. Do końca sezonu można wymienić serię kolejnych sukcesów, licząc tu między innymi fantastyczną wygraną w Meksyku. Niesamowite jak dobrze ostatecznie ten sezon potoczył się dla Holendra po tym, jak fatalnie się rozpoczął.

GP Meksyku 2018 triumf verstappena

Fot. Red Bull Content Pool / Max Verstappen triumfujący w GP Meksyku 2018

Max Verstappen. Jakim kierowcą jest teraz?

Po koszmarnym początku 2018 roku kibice Holendra mogli odetchnąć z ulgą. Z czasem, wydarzenia, które złożyły się na najgorszy okres kariery Verstappena poszły w niepamięć, a 23-latek stał się jednym z faworytów do walki o miejsca na podium a nawet zwycięstwa w każdym kolejnym wyścigu. Jest to niezmienne od jego całkowitej metamorfozy w GP Monako 2018. Pozycja holenderskiego kierowcy stała się już tak mocna, że w sezonie 2021 wielu widzi w nim potencjalnego mistrza. 

Jest to szokująco mała wartość w porównaniu do Valtteriego Bottasa, który na papierze ma lepszą maszynerię od przedstawiciela ekipy Red Bulla. Poprawne wytypowanie mistrzostwa Fina jeżdżącego w Mercedesie powiększyłoby postawioną przez nas kwotę aż 14 razy. Patrząc na testy przedsezonowe, zakład na Verstappena nie jest głupim pomysłem i na pewno warto go rozważyć przed zamknięciem zakładów w piątek 26 marca o godzinie 12:30. Mistrzostwo zdecydowanie jest w tym roku w jego zasięgu. Oczywiście jeśli tylko Holender nie wejdzie w nowy sezon tak, jak zrobił to w 2018 roku.

4.4/5 (liczba głosów: 7)
+ posts

Student II roku International Business na Uniwersytecie Gdańskim. Fanatyk Formuły 1 od najmłodszych lat. Od 2019 roku uważnie śledzi serie juniorskie F2 i F3, a także rozwijającą się wciąż Formułę E. Redaktor portalu Clamor.pl ds. MMA oraz boksu.

\
Reklama