Spartańskie warunki
Noc, skrajnie wysoka wilgotność spowodowana równikowym położeniem Singapuru, pięćdziesiąt osiem okrążeń wokół jednego z najdłuższych i najtrudniejszych torów w kalendarzu F1. I to wszystko w trakcie ogromnej ulewy, która nawiedziła miasto. Brzmi jak zapowiedź filmu grozy, a nie opis czternastej rundy sezonu 2017 Formuły 1. Jednakże to właśnie z grubsza tak wyglądało GP Singapuru w tamtym roku.
Nawet teraz powtórki, chociażby okrążenia formującego do tego wyścigu, sprawiają ogromne wrażenie. Widok bolidów Formuły 1 jadących w nocy, w pełnym deszczu, jest po prostu unikatowy. Na chwilę przed startem niemal wszyscy byli pewni tego, że będzie to jeden z bardziej chaotycznych i pamiętnych wyścigów w historii Formuły 1. Podobnych reakcji nie było jednak na samym początku weekendu wyścigowego w mieście lwa.
Spokojny początek weekendu wyścigowego GP Singapuru 2017
GP Singapuru od lat jest rundą odbywającą się na pograniczu lata i jesieni. To właśnie tutaj kierowcy przylatują po zakończeniu „tournee” po Europie, a runda ta oznacza coraz bliższy koniec sezonu. Nie inaczej było w 2017 roku, kiedy wyścig w Singapurze rozgrywał się bezpośrednio po GP Włoch. Najszybsi kierowcy świata pojawili się w mieście na weekend zaczynający się w piątek, trzynastego września.
Do większych ciekawostek z sesji treningowych należy występ Antonio Giovinazziego w barwach ekipy Haas. Był to jeden z pierwszych występów obecnego kierowcy zespołu Alfa Romeo Racing Orlen. Ponadto za kierownicą jednego z bolidów Toro Rosso usiadł Indonezyjczyk, Sean Gelael. Co jednak najważniejsze, treningi wskazały na to, że ten weekend może zostać zdominowany przez Red Bulla. A to w 2017 roku była rzadkość. Austriacki zespół wygrał bowiem wszystkie trzy sesje.
Co więcej, Daniel Ricciardo i Max Verstappen zablokowali pierwszy rząd zarówno w pierwszej, jak i drugiej części kwalifikacji. Niespodziewanie jednak, w najważniejszym i decydującym Q3, czas znikąd znalazł Sebastian Vettel. Niemiec wyciągnął ze swojego Ferrari po prostu wszystko i zdobył pole position z przewagą 0,4 sekundy nad kierowcami ekipy „Czerwonych Byków”. Takie ustawienie na starcie gwarantowało wielkie emocje w niedzielnym wyścigu.
Najbardziej chaotyczny start w historii
W niedzielę nad państwem-miastem pojawiło się spore utrudnienie w postaci ulewnego deszczu. Ponieważ wyścigi o GP Singapuru są rozgrywane w nocy, można się było spodziewać, że połączenie tych nienaturalnych warunków namiesza w stawce. I właśnie tak się stało. Oczekiwanie na start i okrążenie formujące były po prostu nietypowe. To dlatego, że nikt nie wiedział, jak zareagować na zaistniałą sytuację. A ponadto ulewa w połączeniu ze sztucznym oświetleniem rozstawionym wokół toru była nienaturalnym widokiem w Formule 1.
Deszcz zelżał, ale i tak padał w momencie startu, więc wszyscy ruszali na pośrednich lub pełnych deszczowych oponach. Nadszedł moment, na który wszyscy czekali. Od chwili, w której zgasły światła wszystko posypało się błyskawicznie. Start najlepiej wyszedł Kimiemu Raikkonenowi. Fin startując z czwartej pozycji, po chwili zrównał się z Vettelem i co gorsza z Verstappenem. Kierowcy Ferrari zamknęli Holendra w „kanapkę”, co doprowadziło do katastrofy.

Fot. Sky Sports F1 / Ferrari skończyło swój udział w wyścigu na torze Marina Bay po kilku sekundach
Najgorzej zachował się Raikkonen, który zaczął ścinać mocno do prawej strony, gdzie właśnie znajdował się Verstappen. Holender nie miał gdzie uciec, ponieważ równo z nim jechał Vettel. Weteran uderzył w bolid Red Bulla, co rozerwało jego tylne zawieszenie. Od tej pory był już tylko pasażerem. Jego bezwładne Ferrari po chwili ponownie – tylko mocniej – uderzyło w bolid Verstappena, który z kolei uderzył w samochód Fernando Alonso. Wszyscy trzej oczywiście nie ukończyli wyścigu.
Niespodziewany niedosyt związany z GP Singapuru 2017
Uwaga obserwatorów błyskawicznie przerzuciła się na Sebastiana Vettela. Bolid Niemca również został uszkodzony na prostej startowej. Po kilku zakrętach kierowca stracił panowanie nad swoim bolidem i uderzył w ścianę, co już ostatecznie skończyło jego wyścig. Już na pierwszym okrążeniu prowadzenie objął Lewis Hamilton, który startował z piątej pozycji.
Pierwsze okrążenie dawało nadzieję na to, że obejrzymy najbardziej chaotyczny wyścig w historii. Niestety tak się nie stało. Deszcz szybko się uspokoił i poza wypadkami Marcusa Ericssona oraz Daniila Kvyata, nie przyniósł już żadnych szkód. Hamilton wygrał więc bez większych problemów, prowadząc od pierwszego do ostatniego okrążenia wyścigu. Przez większość zawodów, napięcie było jednak utrzymane przez Daniela Ricciardo, który stopniowo zbliżał się do lidera, lecz go nie dogonił.
GP Singapuru 2017 nie poszło więc za ciosem wydarzeń pierwszego okrążenia. Oczywiście, jeśli mówimy o emocjach wywołanych niecodziennymi wydarzeniami. Nie można jednak zaprzeczyć temu, że pierwsze kilkadziesiąt sekund tego wyścigu przeszło do historii Formuły 1 i przez lata będzie przypominane przy wielu różnych okazjach.
Student II roku International Business na Uniwersytecie Gdańskim. Fanatyk Formuły 1 od najmłodszych lat. Od 2019 roku uważnie śledzi serie juniorskie F2 i F3, a także rozwijającą się wciąż Formułę E. Redaktor portalu Clamor.pl ds. MMA oraz boksu.
- Dawid Florek