Hamilton, Massa i… Kubica
Sezon 2008 to zdecydowanie jeden z najlepszych sezonów Formuły 1 w XXI wieku. Wszystko za sprawą fantastycznej walki o mistrzostwo świata, która od pierwszego do ostatniego wyścigu rozegrała się pomiędzy Lewisem Hamiltonem a Felipe Massą. Jak pamiętamy, przez większość czasu w to wszystko był wmieszany Robert Kubica. Niestety jego zespół, BMW Sauber zawiódł w najważniejszej kwestii. Z tego powodu nie był on już jednym z faworytów do wygrania wyścigu na torze Silverstone.
GP Wielkiej Brytanii, będące dziewiątą rundą tamtego sezonu, było niezwykle ważne dla Hamiltona. To dlatego, że ostatni wyścig został wygrany przez Massę, a przedostatni przez Kubicę. Sprawiło to, że znalazł się on w nieciekawej sytuacji punktowej. Do krakowianina tracił osiem punktów, a do Brazylijczyka, który znalazł się na szczycie klasyfikacji, aż dziesięć. Młody wtedy kierowca musiał więc dać z siebie wszystko, aby jak najszybciej je nadrobić.
Spokojny start weekendu na Silverstone
W treningach Hamilton nie błyszczał. Zdecydowanie lepiej prezentował się jego ówczesny partner z zespołu McLarena, Heikki Kovalainen. Małomówny Fin najpierw wygrał drugi trening, by później zaszokować cały padok. 26-latek zdobył pierwsze w karierze pole position z przewagą pół sekundy nad drugim Markiem Webberem. Trzecia lokata przypadła Kimiemu Raikkonenowi. Mistrz świata z 2007 roku stracił do swojego rodaka siedem dziesiątych sekundy.
Lewis Hamilton wiedział, że musi się zaprezentować jak najlepiej, a tymczasem udało mu się wywalczyć wyłącznie czwartą pozycję. Na szczęście Massa miał jednak chwiejny weekend, o czym świadczy piątkowy wypadek i zaledwie dziewiąta lokata w kwalifikacjach. Kubica tymczasem został pozbawiony szansy na pokazanie swoich możliwości, ponieważ pojawił się problem z zawieszeniem w jego samochodzie. Zmusiło go to do startu z dziesiątego pola.
Wyjątkowy występ Hamiltona
W niedzielę nad słynnym torem Silverstone pojawiły się ciemne chmury. Bardzo szybko zaczął z nich padać deszcz, który sprawił, że kierowcy ruszali na mokrej nawierzchni. Lewis Hamilton wystartował do zawodów wręcz idealnie, wyprzedzając Raikkonena i Webbera. Po chwili był na skrzyni biegów Kovalainena i nawet nie myślał mu odpuścić. Już na piątym okrążeniu Brytyjczyk znalazł się na czele swojego domowego wyścigu. Niewiele wskazywało na to, że ktokolwiek go tego prowadzenia pozbawi.
A to dlatego, że niemal wszyscy kierowcy zaczęli popełniać błędy. Nawet ci, którzy mieli być w ten weekend najlepsi. Webber, Kovalainen, Massa i Kubica mylili się na potęgę. Najważniejsze dla Hamiltona było to, że jego dwaj główni rywale skończyli daleko za punktami. Polak w ogóle nie dojechał do mety, po tym jak wypadł z toru. Tymczasem aktualny lider klasyfikacji został zdublowany dwukrotnie i był ostatnim kierowcą, który skończył zawody. Zajął trzynaste miejsce.

Fot. McLaren F1 Team / Twitter
Lewis Hamilton, obecnie siedmiokrotny mistrz świata, tego dnia po prostu zawstydził wszystkich pozostałych kierowców. Ukończył swój wyścig z przewagą ponad minuty nad drugim Nickiem Heidfeldem i trzecim Rubensem Barichello. Tylko wymieniona dwójka nie została przez niego zdublowana, co pokazywało jego dominację. Tym samym Brytyjczyk z miejsca znalazł się na szczycie klasyfikacji kierowców, gdzie uplasował się również na koniec sezonu. Na Silverstone wówczas młoda gwiazda pokazała jednak jedną bardzo ważną rzecz. Od tej pory wiemy, że jest on jednym z najlepszych kierowców w historii, jeśli chodzi o umiejętności jazdy na mokrej nawierzchni.
Student II roku International Business na Uniwersytecie Gdańskim. Fanatyk Formuły 1 od najmłodszych lat. Od 2019 roku uważnie śledzi serie juniorskie F2 i F3, a także rozwijającą się wciąż Formułę E. Redaktor portalu Clamor.pl ds. MMA oraz boksu.
- Dawid Florek