Tor Valencia Street, czyli nieistniejący już obiekt wyścigowy w mieście Walencja, pięciokrotnie gościł wyścig Formuły 1 pod szyldem GP Europy. Nie odbywały się one pod hiszpańską flagą, ponieważ już wtedy swoje miejsce w kalendarzu posiadał obiekt pod Barceloną, który pozostał w nim do dnia dzisiejszego. Od 2013 roku tory miały organizować wyścig naprzemiennie. Nigdy do tego jednak nie doszło, a tor uliczny w Walencji poszedł w zapomnienie.
Tor uliczny w Walencji nie miał łatwej drogi od samego początku
W połowie 2007 roku Bernie Ecclestone zgodził się na podpisanie umowy, wedle której Formuła 1 miała pojawić się w Walencji na przynajmniej siedem kolejnych lat. Początkowo ówczesny szef FOM nie chciał się na to zgodzić. Kłóciło się to z jego polityką, według której w jednym kraju nie mogą się odbywać dwa wyścigi rocznie.
Ostatecznie Brytyjczyk przystał jednak na formę organizacji GP Europy. Zaprojektowany przez Hermana Tilke obiekt, został użyty po raz pierwszy w lipcu 2008 roku, w wyścigu hiszpańskiej Formuły 3. Miesiąc później tor uliczny w Walencji ujrzał już zmagania Formuły 1.
Most i nie tylko – nitka toru
Pobliskie drogi portu morskiego w Walencji, zostały zamienione w skomplikowany 5,5-kilometrowy tor wyścigowy. Liczył on sobie dwadzieścia pięć zakrętów – czternaście w prawo i jedenaście w lewo.
Krótka prosta startowa przeradzała się w szybki pierwszy zakręt. Po kolejnej niedługiej prostej kierowcy mierzyli się z pierwszą kombinacją zakrętów 2-8. Następnie czekał ich nawrót połączony z krótką prostą na moście. Było to dość wyjątkowe miejsce ponieważ bolidy przejeżdżały nad wodą.

Fot. Red Bull Content Pool / Daniel Ricciardo
Koniec mostu i od razu zakręt w prawo prowadzący do najdłuższej prostej na torze. W późniejszych latach tutaj znajdowała się pierwsza strefa DRS. Najwyższa prędkość na torze dochodząca do 320 km/h musiała być mocno wyhamowana do wąskiej szykany w zakrętach 12-13, a po chwili 14, sekcji, która otwierała drugą strefę DRS na krótszej prostej. Na jej końcu czekał nawrót w prawo – zakręt 17.
Ostatnia skomplikowana kombinacja 18-20, wyjazd na sekcję szybkich zakrętów 21-24, a na samym końcu ostry zakręt w lewo. Ten ostatni prowadził on już ponownie na prostą startową.
Skomplikowane zakręty, wąskie publiczne drogi i port jachtowy. To wszystko sprawiało, że tor uliczny w Walencji wyglądał na połączenie GP Monako z obiektem na sztucznej wyspie Yas Marina w Abu Zabi.
Tor uliczny w Walencji. Które momenty zapamiętamy na długo?
W pierwszym Grand Prix Europy na nowym torze karty rozdawał Felipe Massa, który wygrał z dużą przewagą. Brazylijczyk startował dodatkowo z pole position. Razem z nim na podium znaleźli się Lewis Hamilton i Robert Kubica, którzy zaciekle walczyli o drugie miejsce. Rok później Hamilton znalazł się w podobnej sytuacji, tym razem o zwycięstwo. Musiał jednak ulec Rubensowi Barichello, który wygrał swój pierwszy wyścig w barwach Brawn GP.
2010 rok to dominacja Sebastiana Vettela od pierwszego do ostatniego okrążenia. Została ona przyćmiona przez pamiętny wypadek Marka Webbera, który z pełną prędkością uderzył w zwalniającego Hekki Kovalainena i przeleciał kilka metrów w powietrzu, uderzając ostatecznie w bandy.
Najlepszym wyścigiem w Walencji okazał się ten ostatni, w 2012 roku. To wtedy Fernando Alonso w niesamowitym stylu wygrał, startując z 11. miejsca. Dotychczasowo spokojny tor nagle stał się obiektem jednego z najbardziej chaotycznych wyścigów sezonu.
Brak szans na powrót
Walencja raczej na pewno zostanie zapomniana na zawsze. Tor miał dalej pojawiać się w kalendarzu Formuły 1 co dwa lata pod postacią Grand Prix Hiszpanii. Do tego jednak nigdy nie doszło i funkcję tą spełnia Catalunya nieopodal Barcelony. Okolica ulicznego toru w Walencji, która kiedyś była pięknym torem wyścigowym mocno podupadła. Nie widać też, aby ktokolwiek chciał cokolwiek zmienić w tej kwestii. Może więc to oznaczać, że tor uliczny w Walencji zostanie tylko wspomnieniem.
Student II roku International Business na Uniwersytecie Gdańskim. Fanatyk Formuły 1 od najmłodszych lat. Od 2019 roku uważnie śledzi serie juniorskie F2 i F3, a także rozwijającą się wciąż Formułę E. Redaktor portalu Clamor.pl ds. MMA oraz boksu.
- Dawid Florek