Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Fajerwerki na bezdusznej pustyni – Formuła 1 i tor Yas Marina

Historia F1 na torze Yas Marina nie obfituje w interesujące wyścigi. Postępująca przebudowa ma to zmienić – ale czy rozwiąże problemy?

Yas Marina 2021 zmiany
Fot. Yas Marina Circuit - Yas TV / YouTube

W dniu 15 września 2021 r. tor Yas Marina opublikował oficjalne informacje odnośnie do przewidzianych zmian w konfiguracji pętli. Na chwilę obecną przebudowa została ukończona już w ponad 50% – na rekonstrukcje czeka jeszcze jedna istotna partia toru. Wedle planów, ma się ona zakończyć na długo przed kończącym sezon wyścigiem w Abu Zabi, tak aby 10 grudnia kierowcy mogli sprawdzić się w nowych warunkach, na torze, który dotychczas słynął raczej z wątpliwej jakości ścigania. Włodarze obiektu dokładają wszelkich starań, by zerwać z przypiętą od lat łatką jednego z najnudniejszych spektakli w całym kalendarzu.  

Szejkowie w akcji

Grand Prix Abu Zabi na wyspie Yas od zawsze towarzyszył blask fleszy. Bernie Ecclestone zdecydował się ogłosić kontrakt podczas ceremonii w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich – i nie mógł wybrać lepszego momentu niż styczeń 2007 roku. Resztę organizowanego wtedy, pełnego przepychu Festiwalu Formuły 1, największego pozasportowego wydarzenia w jej historii, zdominowało zaciekawienie nową lokacją.

Bernie nie przestawał jej zachwalać. – Jesteśmy bardzo przywiązani do Abu Zabi, to jedno z najlepszym miejsc na świecie. Mamy siedmioletnią umowę, ale jestem pewien, że wyścigi zostaną tutaj na zawsze. Splendor i sceneria pustynnego luksusu udzielały się reporterom i rozbudzały oczekiwania. Hermann Tilke pracował nad nową pętlą, częściowo wykorzystującą rozkład ulic, a częściowo własną inwencję posuniętą nawet do usypania sztucznych pagórków. 

Równolegle, lokalne władze aktywnie pracowały nad nadaniem widowisku unikalnej aury. Na przeżywającej rozkwit wyspie przygotowywano niespotykane atrakcje – kryte trybuny dla wszystkich kibiców, hotel nad torem (jedyny taki w F1), elegancki port. I wisienkę na torcie – Ferrari World, park tematyczny z najszybszą na świecie kolejką górską osiągającą prędkość 240 km/h.

ZOBACZ TAKŻE
Monako i Yas Marina w jednym? Zapomniany tor uliczny w Walencji

Koszty ogromnego przedsięwzięcia wyniosły 800 mln GBP, a w pracach brały udział firmy z całego świata. Na budowę nitki zużyto kruszywo sprowadzone z Wielkiej Brytanii, sieć elektryczną dostarczyła firma Musco Lighting ze Stanów Zjednoczonych, a swoją rolę odegrał także m.in. PKE-Siemens. Wylano 225 000 metrów sześciennych betonu, zatrudniono 14 000 robotników, których praca trwała łącznie 35 milionów godzin roboczych.

Efekt był olśniewający. Stanowiący integralną część planu rozbudowy regionu przytłaczał blichtrem. Huczną ceremonię otwarcia zorganizowano w październiku. Chwilę później na tor wjechali kierowcy GP2 na oficjalną, dwudniową sesję treningową. Jako pierwszy jego pętlę pokonał Bruno Senna, siostrzeniec Ayrtona. Tydzień po młodych talentach na Yas Marina zawitał cyrk F1 – i nie było już tak wesoło.

Zbyt wyjątkowy, by ekscytował

Obiekt spolaryzował kierowców. Nico Rosberg twierdził, że każdy zakręt jest unikalny, a Adrian Sutil postawił Abu Zabi wyżej niż wprowadzony rok wcześniej Singapur. W drugim obozie Giancarlo Fisichella krytykował ułożenie wyjazdu z alei serwisowej – wijącego się tunelu – a Kimi Raikkonen nie przebierał w słowach. – Kilka pierwszych zakrętów rzeczywiście jest niezłych, ale reszta to g***o – precyzował.

Jego zdanie, choć nie tak ostro wyrażane, podzielała większość ekspertów. Do dziś ułożenie pierwszej części okrążenia toru Yas Marina uznawane jest za intrygujący koncept. Pętlę rozpoczyna szybki lewy zakręt. Prowadzi on do równie szybkiego prawego, po którym następuje ostre hamowanie. W tym miejscu, ostrą szykaną lewa-prawa i nawrotem, rozpoczyna się drugi sektor. Misz-masz przypominający klasyczne tory.

Później oblicze pętli zmienia się na gorsze. Centrum drugiego sektora stanowią dwie proste przedzielone szykaną. To idealna sekwencja na użycie systemu DRS, lecz wielokrotnie zmniejszana jest jego efektywność. Zespoły często idą na kompromis z ustawieniami i w Abu Zabi kładą nacisk na docisk aerodynamiczny. Prędkości maksymalne bolidów często są zbliżone i trudno wyrobić sobie przewagę. Różnice na prostej stają się niewidoczne, a w konsekwencji trudniej jest wyprzedzać. Jeżeli kierowca w wolniejszym bolidzie dobrze wychodzi z nawrotu i szykan, minięcie go może być niemożliwe – choćby dlatego Lance Stroll, w znacznie szybszym RP20, męczył się w zeszłym roku niemiłosiernie z Ferrari SF1000 Sebastiana Vettela.

Nie pomaga też fakt, że wyprzedzenie na pierwszej szykanie drugiego sektora aktywuje DRS dla wyprzedzonego na kolejnej prostej. Umożliwia to natychmiastowe odzyskanie pozycji. Co gorsza, trzeci sektor nie oferuje żadnych możliwości – składa się wyłącznie z zakrętów pod dużym kątem (niekiedy prostym), w którym nowoczesne samochody tracą ogrom docisku, a kierowcy zmuszeni są kontrować i trzymać się na odległość. Wyjątkiem są ogromne dysproporcje w czystych osiągach lub ogumieniu – ale muszą one sięgać 1,5 sekundy na okrążeniu!

Procesje za procesją

W związku z powyższymi, opinia publiczna szybko obrała Yas Marinę za cel krytyki. Trudno się temu dziwić – wyścigi zbyt często zamieniają się w procesje. Dotychczas stolica ZEA gościła tylko dwie ciekawe rundy, które odbyły się w latach równej walki o mistrzowskie tytuły. Yas Marina ma kontraktowo zagwarantowaną organizację finału sezonu, za co płaci bajońskie sumy.

W obu przypadkach oczekiwania obróciły się wniwecz. W sezonie 2010 Fernando Alonso i Mark Webber utknęli za Witalijem Pietrowem; sześć lat później Nico Rosberg utknął za Lewisem Hamiltonem, a za Niemcem podróżował jeszcze Sebastian Vettel. Na każdym okrążeniu kierowcy byli blisko siebie, coś wisiało w powietrzu – ale z tych chmur nie było deszczu.

Mowa o deszczu metaforycznym. Osobną kwestią jest fakt, że pogoda jest tutaj stała przez cały rok – opady nie znajdują się w jej repertuarze. Kierowcy mierzą się zatem z tymi samymi warunkami – suchą, równą nawierzchnią oraz wiatrem. Brakuje iskry nieprzewidywalności, której nie posiada też samo państwo. Emiraty nie posiadają żadnych tradycji sportowych – próżno tu szukać wyczuwalnej w powietrzu pasji rodem z Włoch albo chociażby Belgii. Zgromadzone na trybunach grupy kibiców nie przypominają tłumów z Monako, nie mają w sobie błysku rozemocjonowania.

ZOBACZ TAKŻE
GP Abu Zabi 2010, czyli jak Vitaly Petrov namieszał w walce o tytuł

– To świetny, naprawdę świetny tor, ale niestety nie pasuje do samochodów – mówił w roku 2017 Lewis Hamilton. Brytyjczyk podkreślał, że uwielbia samo wydarzenie, jakim jest GP na ekscentrycznej wyspie, ale nitka toru jego zdaniem wymagała zmiany. – Jeśli jest jakaś możliwości, by pozwolić nam trzymać się bliżej siebie w trzecim sektorze, myślę, że ten tor poszedłby do góry w rankingach.

Swym komentarzem Hamilton wywołał Hermanna Tilke. Architekt potwierdził wówczas, iż prowadzi dyskusje, które w przyszłości mogą przynieść zmiany. Pod jego słowami obiema rękami podpisali się Toto Wolff i Daniel Ricciardo. Po czterech latach wreszcie zdecydowano się pójść za ich głosem.

Nowe oblicze?

Saif Al Noaimi, szef Abu Dhabi Motorsport Management, nie kryje, że prace są szeroko zakrojone. Ten program reprezentuje wysoce istotną część historii toru Yas Marina. […] Zwiększy on możliwości wyprzedzania i wzmocni wyścigową naturę rozgrywanych tu wydarzeń – opowiadał człowiek, który już 15 lat temu lobbował za wyścigiem w Emiratach i w dużej mierze się do niego przyczynił.

 

Noaimi pokłada nadzieje w trzech osobnych sekcjach toru. Szykana przed zakrętem numer 7 została już usunięta, a sam nawrót uległ poszerzeniu. Cztery ostre zakręty 11,12,13 i 14 niebawem staną się jednym, pochylonym łukiem, który ma stać się ikonicznym. Partia toru przy hotelu zostanie rozszerzona, a zakręty mają otrzymać tam większy promień.

Dla Yas Marina to ostatni moment na wprowadzenie nowości. Jeżeli zaplanowane usprawnienia okażą się udane – czego na razie nie sposób stwierdzić – GP Abu Zabi ma szanse stać się wyczekiwanym wyścigiem, a nie tylko koniecznym zakończeniem sezonu, podczas którego każdy marzy, aby powróciła era, gdy ostatnia runda rozgrywała się na Interlagos. Destynacja jest piękna, wrażenia estetyczne – pierwszorzędne. Ale bez aspektu sportowego nocny wyścig pod światłami zatoki na dobre utknie w rubryce pt. niewypały. Szerokie pobocza będą wybaczać kierowcom błędy w nieskończoność, lecz przy braku emocji cierpliwość publiki skończy się znacznie, znacznie szybciej.

5/5 (liczba głosów: 3)
+ posts

Pasjonat Formuły 1 i serii juniorskich, wkręcający się powoli w Formułę E. Szczególnie ceni zapomniane historie z archiwów sportu. Nic nie odpręża tak jak żużel.

\
Reklama