Connect with us

Jakie ceny samochodów po koronawirusie? Zniżki są prawdopodobne

Czy samochody będą tańsze po ustąpieniu kryzysu koronawirusowego? To jest pytanie za milion, na które nikt nie udzieli dziś jasnej odpowiedzi. Są jednak pewne jasne sygnały, które wskazują, że cena przynajmniej tych już wyprodukowanych pojazdów musi spaść.

Opublikowano

w dniu

ceny samochodów po koronawirusie zalegająca flota

To pytanie zadaje sobie pewnie wielu z nas w ostatnich tygodniach – kiedy i czy w ogóle samochody będą tańsze. Jest ono całkiem logiczne, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. Sprzedaż w nowych samochodach spadła w niektórych krajach o ponad 50, a w innych prawie o 100 procent. Dodatkowo pomimo cięć produkcyjnych w większości fabryk, asortyment modeli nadal zdecydowanie przewyższa popyt. 

Czy cena nowych samochodów musi spaść?

Dla producentów samochodów wahanie wielu klientów przed zakupem nowego samochodu nie jest tak mile widziane, jak w przypadku dealerów. Spokojnie można wrzucić wszystkie marki do jednego worka i stwierdzić, że nie chciały by one nadejścia dużych rabatów, ponieważ wymogi prawne dotyczące nowych samochodów są nadal wyśrubowane, a koronawirus jest dodatkowym czynnikiem, który uderzył w marki motoryzacyjne. Krótko mówiąc producentom samochodów sprzedaż tylko po obecnych cenach daje szanse na w miarę bezbolesne odbicie. 

ZOBACZ TAKŻE
Hertz ma ogromny problem. Będzie pierwszą wielką ofiarą koronawirusa?

Weźmy jednak pod uwagę obiektywne czynniki – dostępne dane wskazują, że w tym roku wyprodukowano już zbyt wiele samochodów, a nadwyżka podaży nad popytem nieuchronnie prowadzi do rabatów. Niemieckie stowarzyszenie przemysłu motoryzacyjnego ZDK twierdzi, że po ponad 60-procentowym spadku sprzedaży w kwietniu, dealerzy dosłownie “siedzą” na samochodach. Równowartość pojazdów schomikowanych w magazynach zbliża się do 15 miliardów euro. 

Nie trzeba dodawać, że w dotychczasowej historii coś takiego się jeszcze nie wydarzyło. ZDK dodało, że obecna sytuacja zagraża istnieniu wielu dealerów, ponieważ nie stać ich na utrzymywanie dużej ilości samochodów przy niskiej sprzedaży. Oczywiste jest więc, że taka sytuacja może i prawdopodobnie doprowadzi do rabatów. I to raczej większych niż mniejszych. 

Ceny samochodów po koronawirusie zależą oczywiście od rodzaju biznesowej działalności

Oczywiście każdy producent nieco inaczej podchodzi do produkcji. Ci najwięksi i sprzedający najwięcej zazwyczaj mają ściśle określone plany, które ciężko tak nagle i elastycznie zmieniać. Wiąże się to bowiem z kompletną reorganizacją pracy czy zwolnieniami.

ZOBACZ TAKŻE
Renault może upaść? Francuski minister potwierdził ogromne problemy

Inni producenci działają przede wszystkim na podstawie indywidualnych zamówień, dzięki czemu mogą lepiej dostosować się do aktualnego popytu. Nie bez powodu to właśnie marki luksusowe radzą sobie nie najgorzej podczas koronawirusa. Należy do tego dodać różne koszty utrzymywania samochodów w magazynach w zależności od kraju.

Niemcy są doskonałym przykładem kraju, w którym zalega całe mnóstwo samochodów. I głupotą byłoby oczekiwać, że sprzedadzą je szybko, bezboleśnie i po “zwykłych” cenach. Największy problem mogą mieć największe marki, jak VW czy Skoda, których dealerzy w walce o przetrwanie będą musieli obniżyć ceny. 

Z drugiej strony w przypadku niektórych marek zamówienie nowego samochodu może być problemem, ponieważ łańcuchy dostaw nadal są zakłócone, a produkcja dostosowana do oczekiwanego niższego popytu.

ZOBACZ TAKŻE
Rewolucja? Tesla ma technologię, która znacząco obniży cenę elektryków

Dodajmy do tego problemy finansowe wielu ludzi związane z koronawirusem. Obecna sytuacja zmusza wiele osób do oszczędzania, więc zamiast nowego samochodu, który planowali kupić, będą chcieli jednak nabyć używany. Cena samochodów używanych, szczególnie tych najbardziej “chodliwych” modeli, może się więc utrzymywać na wysokim poziomie.

Ceny samochodów po koronawirusie – spadną czy nie?

Cały ten artykuł nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, bo takiej być może nie może. Sytuacja na rynku jest chaotyczna i to nie ulega wątpliwości. Wielu zarządzających w koncernach motoryzacyjnych czy właścicieli salonów sprzedaży nie wie tak naprawdę, co robić i trudno jest się im dziwić. Takiej sytuacji nie było nigdy wcześniej w historii.

Najpewniej w najbliższych miesiącach wyklaruje się jakiś schemat, ale to też nic pewnego. Różne są podejścia i modele zarządzania. Wiadomo tylko, że za rok czy dwa okaże się, kto najlepiej odnalazł się w tej niecodziennej sytuacji.

ZOBACZ TAKŻE
Renault może upaść? Francuski minister potwierdził ogromne problemy

Racjonalne jest jednak oczekiwanie, że samochody, które obecnie zalegają w magazynach, będą tańsze. Wydaje się, że zależność będzie prosta – im marka ma więcej takich pojazdów, tym będzie zmuszona dać większy rabat. Jednego można być praktycznie pewnym – nawet jeśli nowe samochody nie stanieją, to z pewnością w obecnej sytuacji nie podrożeją. 

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama