Connect with us

20 mld euro na ratunek producentom samochodów. Jest jeden problem

O pomocy publicznej dla wielu gałęzi gospodarki słyszymy od co najmniej kilku tygodni. Motoryzacja nie jest wyjątkiem, a UE chce wpompować w ratowanie tej branży ogromne pieniądze. Jest tylko jeden problem.

Opublikowano

w dniu

wsparcie dla motoryzacji samochody elektryczne ładowanie
Fot. VW

Wsparcie dla motoryzacji potrzebne z bardzo prostych pobudek

Koronawirus zadał duży cios branży motoryzacyjnej, która będzie wracać do normalnego życia długo i boleśnie. Z jednej strony samochody okazały się jedynym bezpiecznym środkiem transportu podczas pandemii, ale z drugiej… wydało się, że nie były one potrzebne wielu ludziom.

Praktycznie wszystkie sklepy przeniosły swoją sprzedaż do Internetu, dzięki czemu można było zamówić potrzebne rzeczy z dostawą do domu. Wyjątkiem są oczywiście sklepy spożywcze (takie zakupy oczywiście zdecydowanie wygodniej zrobić konwencjonalnie), ale one bardzo często znajdują się “pod nosem” i nie wymagały podróży samochodem.

ZOBACZ TAKŻE
Koronawirus kompletnie zniszczył włoski rynek motoryzacyjny

Dodając do tego zamknięcia zakładów pracy, szkół czy przedszkoli, okazało się, że wielu ludzi nie miało tak naprawdę powodu, aby zasiąść za kierownicą. 

Życie powoli wraca do normy, ale w zupełnie innej rzeczywistości. Może się bowiem okazać, że samochody wielu ludziom nie są tak naprawdę potrzebne. Nie bez znaczenia jest oczywiście także spadek dochodów społeczeństwa, którego może być po prostu nie stać na nowe auta. To problem nie tylko dla producentów, ale i dla polityków. Jeśli zmniejszy się sprzedaż, zmniejszy się również produkcja, a co za tym idzie – zatrudnienie.

ZOBACZ TAKŻE
Renault może upaść? Francuski minister potwierdził ogromne problemy

Tak naprawdę to ono już się zmniejsza. Wielu producentów tnie zatrudnienie w fabrykach i ogranicza wiele wydatków, które nie są pierwszej potrzeby. W ostatnich dniach głośno zrobiło się o problemach Renault (link wyżej), ale problemy ma zdecydowana większość marek motoryzacyjnych. Volkswagen już ogłosił cięcia w polskich fabrykach. Do końca 2021 roku załoga ma zmniejszyć się o 450 osób. 

Unia Europejska chce pomóc

Unia Europejska nie chce jednak do tego dopuścić, dlatego zaczęła przygotowywać ogromny pakiet ratunkowy. Ogólnie ma on mieć wartość 100 miliardów euro, z czego aż jedna piąta ma być przeznaczona na branżę automotive. To naprawdę może zadziałać, jeśli pieniądze zostaną sensownie wydane.

Tu pojawia się jednak problem, bowiem UE chce wspierać tylko “zielone pojazdy”. To chyba nie jest najlepszy pomysł i może okazać się “strzałem w kolano”. Producenci samochodów zaczęli bowiem odczuwać bowiem niepewność ekonomiczną jeszcze przed koronawirusem właśnie z powodu inwestycji w samochody elektryczne. Generują one ogromne koszty, a ludzie nie chcą ich kupować.

ZOBACZ TAKŻE
To już oficjalne. Volvo szybciej niż 180 km/h nie pojedziesz

Sztuczne wsparcie pojazdów elektrycznych z Brukseli może doprowadzić jedynie do pęknięcia bańki, która do tej pory była pompowana przez pojedyncze kraje, gdzie istnieje system wsparcia zakupu takich pojazdów oraz rozbudowana infrastruktura. Mowa oczywiście np. o Norwegii czy Holandii.

Wiele krajów, w tym Polska czy inne państwa Europy Środkowo-Wschodniej sprzedają jednak śladowe ilości pojazdów wyłącznie na prąd. I tak naprawdę niewiele wskazuje na to, żeby miało się to szybko zmienić. 

Wsparcie dla motoryzacji budzi kontrowersje

Pomysł budzi więc kontrowersje. Niemcy, które wpłacają najwięcej do unijnej kasy, nie chcą wydawać pieniędzy tylko na samochody elektryczne. Według niemieckiego Ministerstwa Transportu wsparcie powinno dotyczyć także samochodów produkujących do 140 gramów CO2 na kilometr, co znacznie przekracza limit 95 gramów CO2, który będzie obowiązywał dla wszystkich samochodów od przyszłego roku. Jednak Bruksela, która zobowiązała się do ograniczenia emisji na mocy porozumienia klimatycznego z Paryża, nie chce wyrazić na to zgody.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Mercedes-Benz CLA 220 4MATIC 2.0 (190 KM) – zabawa na 190 fajerek

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała już, że „jeśli konieczne jest zwiększenie długu, który odziedziczą nasze dzieci, musimy zainwestować te pieniądze w ich przyszłość. Musimy zmniejszyć wpływ na klimat, a nie go zwiększać”.

Z jednej strony są to piękne słowa, ale zakładanie subsydiowania samochodów elektrycznych nie jest zbyt rozsądne. Dla większości ludzi takie samochody będą zbyt drogie, nawet jeśli ich ceny zostaną znacznie obniżone.

UE chce inwestować nie tylko w samochody elektryczne, ale także w infrastrukturę elektryczną. To oczywiście właściwy kierunek na papierze, ale życie może szybko zweryfikować ten scenariusz. Wsparcie dla motoryzacji w tym aspekcie ma przybrać formę dwóch milionów stacji ładowania samochodów elektrycznych do 2025 r.

ZOBACZ TAKŻE
Prezentacja Audi Q7 i SQ7: Technologii ci u nas dostatek!

Zasadniczo Bruksela radzi więc: kup teraz samochód z alternatywnym napędem, za kilka lat będziesz mógł go podłączyć do szybkiej ładowarki w wielu miejscach i poczekać “zaledwie” kilkadziesiąt minut na naładowanie. 

Niezależnie od wyniku negocjacji, tak zwany Plan Marshalla (to nie żart, ten plan naprawdę tak nazwano), powinien zostać przedstawiony w ostatecznej formie 27 maja. 

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama