Connect with us

Samochody

Aston Martin Bulldog – klapa projektu wbrew sobie | Zapomniane koncepty

Lamborghini miało Countacha, a Lotus Esprita. Brytyjczycy zdecydowali, że nie chcą być gorsi i rozpoczęli prace nad “ostatecznym supersamochodem drogowym”. Aston Martin Bulldog okazał się jednak pojazdem absurdalnym do granic.

Opublikowano

w dniu

aston martin bulldog

Aston Martin słynie z pięknych samochodów

Aston Martin robi piękne samochody. To teza, z którą trudno polemizować i nie zmienia tego nawet Aston Martin Bulldog. Legendarna brytyjska marka jest wręcz głównie uwielbiana właśnie za wygląd swoich produktów. Zaczynając od ponadczasowych linii DB5, przez mięsiste krzywe V8 i atrakcyjne kształty Vanquisha aż do niezwykle przyjemnego dla oka DBX. Aston Martin tak naprawdę rzadko produkował samochody, które nie były klasą dla siebie jeśli chodzi o formę i wzornictwo samochodowe. 

Jasne, istniały modele specjalne (na przykład szalony V8 Zagato), ale były to wyjątki od reguły, wykonane pod wpływem zewnętrznych czynników. Firma w dużej mierze trzymała się swoich korzeni, pozostając na kursie ze stylowym niedopowiedzeniem i subtelnymi mięśniami, które sprawiają, że prawie każdy Aston Martin jest po prostu rzeczą piękną.

Szalone lata siedemdziesiąte

Prawie każdy… z wyjątkiem lat siedemdziesiątych. To czasy Lancii Stratos, Lotusa Esprita i Lamborghini Countacha, których nadwozie w kształcie klina zdobyło niemałe uznane. Aston Martin postanowił więc zerwać z tradycją i rzucić się na podobny projekt.

aston martin bulldog

W tym momencie najbardziej odważnym elementem zdobiącym Astona Martina było uwypuklenie na masce V8. Nie było ono jednak oczywiście szokujące, takie rzeczy miały dopiero nadejść. Sporym zaskoczeniem była już Lagonda drugiej generacji, którą Brytyjczycy wypuścili na rynek w 1976 roku. Przypominała bardziej jacht niż samochód, a jej krawędzie mogą przywodzić na myśl szafki z Ikei. Dodajmy do tego futurystyczną kabinę i cały motoryzacyjny świat znalazł się w konsternacji.

ZOBACZ TAKŻE
Aston Martin Victor - supersamochód dla purystów. Ponad 800 koni i manual

Samochód został naszkicowany przez Williama Townsa, projektanta DBS, co także było zaskoczeniem. Model ten jednak nie wystarczył ówczesnemu dyrektorowi zarządzającemu brytyjską marką, Alanowi Curtisowi. Szef Astona Martina chciał bowiem czegoś jeszcze bardziej zwariowanego. Czegoś, co mogłoby zademonstrować możliwości nowej fabryki w Newport Pagnell. Curtis był daleki od trzymania się klasycznego wzornictwa brytyjskiej marki i zamiast klasycznego sportowego coupe wolał, aby pod egidą marki Aston Martin ukazał się jakiś rewolucyjny pojazd. 

Aston Martin Bulldog miał być ostatecznym supersamochodem drogowym

I tak narodził się Projekt K.901. Znany wewnętrznie jako K9 – tak, od psów policyjnych – i nazwany Bulldog przez Curtisa (zapożyczenie z nazwy brytyjskiego samolotu), miał być jak żaden inny Aston Martin wcześniej. Townsa ponownie poinstruowano, by naszkicował „ostateczny supersamochód drogowy”, a główny inżynier Mike Loasby nadzorował wszystko, aż… odszedł do DeLoreana. Co może wyjaśniać zresztą wyjaśniać kształty.

aston martin bulldog

Wynik? Tak szalony, jak można było się spodziewać – czyli znowu nie bardzo, ale tym razem dodatkowo wzbudził głównie śmiech. Wprowadzony na rynek w 1980 roku Bulldog był równorzędnym modelem dla Lamborghini Countacha czy Alfy Navajo, ale nie miał tego czegoś. Mając bardzo proste linie, pudełkowaty latający spodek miał tylko 1092 mm wysokości, a 4,7 metra długości. To była niska i długa wizja opływowej, dwuosobowej przyszłości.

W nadwoziu zniknęła kultowa kratka na rzecz groźnego panelu ze światłami w rogach, które wyglądają jak zmrużone oczy. To jednak nic – najciekawsze jest pięć masywnych lamp zamontowanych pośrodku, które – a jakże – można schować. 

Naśladując Bricklina SV-1 i zapowiadając nadejście DeLoreana DMC-12, Bulldog zakończył swoją lekcję stylizacji absurdu parą sterowanych elektrycznie drzwi otwierajacych się do góry. Otwarte wyglądały jak skrzydła mewy, dosłownie salutując wszystkim kanciastym częściom. 

ZOBACZ TAKŻE
Aston Martin Speedster przechodzi testy drogowe. Powstanie 88 sztuk

Jeśli chodzi o kabinę, to ona zdecydowanie bardziej pokazywała że to Aston Martin, a nie jakiś śmiechowóz. Panele ze skóry i drewna, ekrany LED i panele dotykowe były rzeczami zaczerpniętymi z Lagondy.

Aston Martin Bulldog był absurdalny do granic możliwości

Czy to miało szansę być maszyną marzeń? Pod maską znajdował się 5,3-litrowy silnik V8 z podwójnym turbodoładowaniem, zdolny do rozwinięcia mocy aż do 600 KM. W teśćie Bulldog z kierownicą po lewej stronie osiągnął prędkość 309 km/h. Rzekomo samochód ze względu na niski opór powietrza miał być zdolny do jazdy nawet 381 km/h. Takie wyliczenia przedstawił Aston Martin, ale nigdy nie zostały one zweryfikowane i wydają się niewiarygodne.

Dla porównania najszybszy Aston Martin – Valhalla, która ma pojawić się na rynku w przyszłym roku – osiąga 340 km/h.

aston martin bulldog

Szalony ogromny silnik pośrodku tak naprawdę nijak nie pasował do niedorzecznego ciała. Wszystko, co musiał jednak zrobić Aston Martin, aby projekt okazał się sukcesem, to kilka czynności. Przede wszystkim zbudowanie partii samochodów, zademonstrowanie tego szalonego pojazdu i przekonanie kilku (a najllepiej kilkunastu albo kilkudziesięciu) bardzo zamożnych ludzi do jego nabycia. 

Ile samochodów zostało jednak wykonanych? Tylko jeden. W 1981 roku stanowisko prezesa Astona Martina objął Victor Gauntlett i chcąc położyć kres problemom finansowym, przerwał ten projekt. Nie da się ukryć, że to całkiem rozsądna decyzja, choć biorąc pod uwagę rynkowe możliwości samochodu, na dwoje babka wróżyła. Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie grupę bogaczy zainteresowanych kupnem tego jeżdżącego spodka kosmicznego ze skrzydłami mewy i wielkim silnikiem. 

ZOBACZ TAKŻE
Zapomniane koncepty - Citroen Karin, czyli jeżdżąca piramida

Jedyny Bulldog wykonany na zamówienie nie stał się legendarnym rywalem współczesnych mu supersamochodów, ale został sprzedany prywatnemu nabywcy, a później pomalowany na zielono. Samochód od czasu do czasu pojawia się na różnych zlotach motoryzacyjnych. 

Brytyjska marka na szczęście wróciła do tego, co umie najlepiej

Jeśli chodzi o Astona, wrócił do tego, co umie najlepiej – a mianowicie atrakcyjnych coupe GT, pozostawiając absurdalne koncepcje Lamborghini i im podobnym. 

Swego rodzaju duchowymi następcami Bulldoga można nazwać zaprezentowane niedawno modele Valkyrie i Valhalla. Choć to już kompletnie inna historia, bo czasy się zmieniły, a brytyjska firma nie miała problemów ze znalezieniem kupców na te samochody. Co więcej, rynek doskonale przyjął oba projekty, a ten drugi pojawi się nawet w 25. filmie o przygodach James Bonda “Nie czas umierać”.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama