Connect with us

Zerowa emisja to bzdura. Polestar potwierdził i podał doskonały przykład

„Zero emisji” to zwykle zwrot, który słyszymy w związku z wpływem samochodów elektrycznych na środowisko. Rozsądni ludzie wiedzą, że rzeczywistość jest inna, ale dopiero teraz przyznał to pierwszy producent samochodów. Polestar, bo o nim mowa, niespodziewanie podał prawdę o rzeczywistej emisji CO2 samochodów elektrycznych.

Opublikowano

w dniu

polestar 2 ładowanie
Fot. Polestar

Polestar poszedł pod prąd, ale ma ku temu powód

Z elektromobilnością wiąże się szereg mitów, z których największym jest ich rzekomo bezemisyjna eksploatacja. Brak spalin zwykle wystarcza, aby uzasadnić, dlaczego te samochody nie mogą zanieczyszczać powietrza i przyrody, ale rzeczywistość jest oczywiście inna. Po pierwsze, sam samochód musi być jakoś wykonany, a przede wszystkim musi zostać wyprodukowany prąd, który służy do jego napędzania. Ostatecznie nie ma znaczenia, czy powstaje w wyniku spalania węgla czy pracy turbin wiatrowych. Nawet najbardziej ekologiczne procedury ekologiczne nie są tak naprawdę bezemisyjne, ponieważ choćby farma wiatrowa nie powstaje z niczego. A przecież większość świata nadal opiera się głównie na spalaniu węgla.

Producenci, politycy, aktywiści lubią pokazywać widzom tylko jedną stronę medalu, która jest niesamowicie błyszcząca. A producenci samochodów lubią do nich dołączać. Teraz jednak, w przypływie szczerości, szwedzki Polestar postanowił pójść pod prąd. Marka należąca do Volvo jest zaskakująco szczera. Stwierdza bowiem, że ​​eksploatacja samochodów elektrycznych jest daleka od bezemisyjnej, ale ma ku temu powód. Jeśli producenci samochodów nie będą transparentni, nie będą w stanie przekonać przeciwników elektromobilności do zmiany. Wręcz przeciwnie, ukrywanie prawdy potwierdza jedynie pogląd, że dzieje się coś niesprawiedliwego.

ZOBACZ TAKŻE
Hyundai stworzy osobną markę Ioniq. Nadchodzi era aut elektrycznych

Bardzo ciekawe dane od Szwedów

W związku z tym Szwedzi postanowili ujawnić rzeczywisty ślad emisyjny elektrycznego sedana Polestar 2 i porównać go z Volvo XC40 z silnikiem benzynowym. I na wstępie od razu trzeba napisać, że wcale nie wygląda to dobrze dla przedstawicieli napędu alternatywnego. Ze względu na wydobycie i obróbkę metali szlachetnych potrzebnych do produkcji akumulatorów jego produkcja jest dużo bardziej wymagająca. Końcowo oznacza to, że ​​samochód elektryczny wygenerował 26,2 tony CO2 bez przejechania ani jednego metra. Spalinowy SUV z przebiegiem 0 kilometrów wygenerował “tylko” 16,1 tony CO2. Dla wielu osób mogą to być dość szokujące dane.

Dlatego nawet w krajach, w których pozyskiwanie energii elektrycznej jest bardzo przyjazne dla środowiska, Volvo XC40 może jeździć przez długi czas, pozostając wyborem znacznie bardziej przyjaznym dla środowiska. Polestar słusznie twierdzi, że zależy to od miejsca eksploatacji, w którym samochód elektryczny osiągnie poziom swojego rzekomo bezemisyjnego brata. W swoich obliczeniach szwedzki producent uwzględnił światowy miks źródeł wykorzystywanych do produkcji energii elektrycznej. Nie wiadomo z jakiego dokładnie źródła dane wziął Polestar, jednak zdaniem Szwedów samochód elektryczny musi przejechać 112 000 kilometrów na podstawie aktualnej średniej, zanim osiągnie poziom benzynowego rodzeństwa. Odpowiada to średnio ośmiu latom jazdy, a więc… okresowi gwarantowanej żywotności baterii.

Szwedzi dodają, że jeśli weźmie się pod uwagę tylko europejski miks energetyczny, w którym już większy nacisk kładzie się na odnawialne źródła energii, to proporcje zmieniają się oczywiście na korzyść samochodu elektrycznego. Aby wyrównać liczbę wyemitowanego dwutlenku węgla w stosunku do benzynowego XC 40, musi on przejechać “jedynie” 78 000 kilometrów. A zakładając, że będzie pobierał tylko energię wytwarzaną przez farmy wiatrowe, będzie to 50 000 kilometrów.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Peugeot 3008 Hybrid4 - imponująca moc trzech serc

Elektryki w Polsce nie mają sensu?

Znana już mapa przedstawiająca szkodliwość wytwarzania energii elektrycznej w poszczególnych krajach pokazuje, że np. w Polsce 688 gramów CO2 jest obecnie związanych z 1 kWh wyprodukowanej energii. Jednocześnie samochody elektryczne potrzebują średnio 25 kWh na sto kilometrów, pod warunkiem, że nie jeździsz nimi jak szaleniec. To wiąże się z emisją 17 200 gramów dwutlenku węgla. Odnieśmy to do norm unijnych – emisja 172 g/km stanowi prawie dwukrotność limitu wyznaczonego przez Unię Europejską dla samochodów benzynowych i z silnikiem Diesla. 

Okazuje się więc, że samochody elektryczne mają obecnie sens tylko w kilku miejscach na świecie, a w pozostałych są raczej szkodliwe. Politycy i działacze mogą zapomnieć o wypełnianiu zobowiązań klimatycznych, przynajmniej w rzeczywistości. Nadal mogą bowiem udawać, że emisje samochodów elektrycznych są „zerowe”, więc jest super i co chodzi przeciwnikom, jak w piosence T.Love. Czapki z głów przed Polestarem, że postanowił zwrócić uwagę na ten problem i podał doskonałe przykłady. Jednocześnie chyba nieco podcinając gałąź, na której sam siedzi.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama