Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Jochen Rindt – jedyny pośmiertny mistrz świata F1 | Legendy motorsportu

W 1970 r. na Monzy zmarł Austriak Jochen Rindt. To jedyny kierowca w historii Formuły 1, który został mistrzem świata dopiero po swojej śmierci.

jochen rindt
Fot. YouTube/F1

Austriak nie miał łatwego wejścia do Formuły 1

Jochen Rindt pojawił się w Formule 1 w 1964 roku, kiedy zadebiutował pożyczonym Brabhamem podczas domowego wyścigu o Grand Prix Austrii. Większą uwagę zwrócił na siebie po wygraniu słynnego 24-godzinnego wyścigu w Le Mans w 1965 r. i po udanym sezonie F1 w 1966 r. Austriak dobrze spisywał się w swoim Cooperze zajmując trzy miejsca na podium, co razem z innymi wynikami dało trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej kierowców. 

Na swoje pierwsze zwycięstwo musiał poczekać do 1969 roku, kiedy udało mu się wygrać wyścig o Grand Prix Stanów Zjednoczonych w barwach Lotusa. Ostatecznie sezon 1969 ukończył na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej. Wcześniejsze dwa sezony w barwach Coopera i Brabhama stały pod znakiem nieukończonych wyścigów, co było normą w tamtych czasach. Kiedy jednak Rindt już dojechał do mety, nie był na mecie niżej na czwartym miejscu. Austriak w 1969 r. miał 27 lat, a triumf dał mu niezbędną pewność siebie na kolejne wyścigi. 

Sezon 1970 miał należeć do niego i tak w istocie było. Po 13. miejscu w Republice Południowej Afryki i nieukończonym wyścigu w Hiszpanii miał miejsce najlepszy wyścig Jochena Rindta w karierze.

Monako 1970 – największy triumf Jochena Rindta

Jochen Rindt niewątpliwie pokazał najlepszy występ w swojej karierze podczas wyścigu o Grand Prix Monako w 1970 roku. Mając zaledwie dwadzieścia okrążeń do końca, Rindt wyruszył w pogoń za liderem Jackiem Brabhamem, który był 13 sekund przed nim.

Dzięki serii piorunujących okrążeń i kilkukrotnemu pobiciu rekordu toru, wytrwały Austriak był w stanie zredukować swoją stratę do niemal minimum. Ta na ostatnim okrążeniu wynosiła 1,5 sekundy – wówczas bardzo niewiele. Pod przytłaczającym naciskiem Rindta doświadczony Brabham popełnił błąd, nie zahamował właściwie podczas zbliżania się do ostatniego zakrętu toru i uderzył w ścianę.

Mężczyzna z flagą w szachownicę, który czekał aby machnąć flagą przejeżdżającemu Brabhamowi, był tak zdezorientowany, że w ogóle nie pomachał nią na finiszu Rindtowi. To jeden z tych występów, który na stałe wpisał się do historii F1. Szokujące zwycięstwo po fantastycznym występie kierowcy i dramatycznym finiszu zawsze przyciąga uwagę.

Monako było początkiem sukcesów

Po kolejnym wyścigu o Grand Prix Belgii, z którego Rindt zrezygnował, Austriak wygrał cztery kolejne wyścigi z rzędu – w Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Oznaczało to wygranie pięć z ośmiu wygranych wyścigów w sezonie i zdecydowaną pozycję lidera klasyfikacji generalnej kierowców. Oczywiście jego szybki Lotus 72 z warsztatu genialnego projektanta Colina Chapmana pomógł mu dominować.

Małpa może wygrać w moim samochodzie – powtarzał skromnie Rindt po wyścigu w Niemczech. Z drugiej strony szef Lotusa nigdy nie zdobył niezbędnego zaufania do Rindta. Ten bowiem zawsze uważał samochody Chapmana za niewiarygodnie szybkie, ale zbyt delikatne. Po wyścigu o Grand Prix Hiszpanii w 1969 roku, kiedy Austriak zerwał tylne skrzydło i skończył ze złamanym nosem w barierkach, miała miejsce ciekawa sytuacja. Rindt odpowiadając na pytanie, czy podważyło to jego zaufanie do Lotusa, odpowiedział wprost: – Nie, nigdy nie ufałem Lotusowi.

ZOBACZ TAKŻE
Od Grand Prix po legendarną królową sportów motorowych

Przed wyścigiem o Grand Prix Włoch 1970 Jochen Rindt miał już dwudziestopunktową przewagę nad drugim Jackiem Brabhamem. Tym samym mógł zapewnić sobie tytuł mistrzowski na Monzy przed włoskimi kibicami.

Smutny dzień na Monzy

Trzeci rok z rzędu samochody Formuły 1 posiadały tylne skrzydła, ale Rindt ich nienawidził. Uważał je za niepotrzebnie niebezpieczny element, chociaż przyznał, że zwiększają stabilność samochodu. Jednak na Monzy Lotus zdecydował się jeździć bez nich, aby zwiększyć maksymalne prędkości na prostych. Chociaż kolega z zespołu Rindta, Brytyjczyk John Miles narzekał, że samochód jest przez to niestabilny, Austriak pochwalił ten ruch. Jego Lotus na Monzy osiągnął prędkość ponad 300 km/h i wyglądało na to, że znów będzie nie do zatrzymania.

Jednak na piątym okrążeniu treningu samochód Rindta gwałtownie skręcił w lewo, zbliżając się do zakrętu Parabolica i uderzył w barierę, która następnie wyrzuciła go w strefę żwiru. Cały przód samochodu Rindta został całkowicie zniszczony, a kierowca się nie poruszył. Można było się więc spodziewać najgorszego. 

 

Pierwszą wiadomość o tym, co się stało, przyniósł do boksów Denny Hulme, który jechał bezpośrednio za Rindtem. Jackie Stewart, ówczesny panujący mistrz świata i bliski przyjaciel Rindta, dowiedział się tego od kierowcy McLarena, Petera Gethina, i natychmiast poszedł uspokoić żonę Rindta, Ninę. – Powiedziałem jej, że dowiem się, co się dzieje, a potem przyjdę się z nią zobaczyć.

Stewart dowiedział się, że Rindt był w centrum medycznym. Przy wejściu stał strażnik, ale rozpoznał Stewarta i wpuścił go. Jednocześnie w ten sposób był prawdopodobnie pierwszą osobą poza lekarzami, która zdała sobie sprawę z jego śmierći.

Rozejrzałem się i zobaczyłem Jochena. Leżał na tylnym siedzeniu otwartego pick-upa Volkswagena, ale nikt go nie leczył, co mnie zszokowało. Wydawał się odpoczywać, ale oczy miał zamknięte. Przyjrzałem się bliżej i zobaczyłem, że ma poważne otwarte rany w okolicy lewej kostki i stopy. One nie krwawiły. W tym momencie wiedziałem, że Jochen nie żyje – napisał Brytyjczyk w swojej autobiografii „Winning Is Not Enough”.

Jochen Rindt dopiero w szpitalu został uznany za zmarłego

Zanim Stewart wrócił do boksów, Niny i Colina Chapmana już nie było. Menedżer Rindta i jego dobry przyjaciel Bernie Ecclestone pojechał z Niną do szpitala. Ecclestone zabrał dwie smutne pamiątki z miejsca wypadku – but oraz poobijany i zakrwawiony kask Rindta. Gdy tylko przybył do mediolańskiego szpitala, Jochen Rindt został uznany za zmarłego.

Jochen został zabrany do szpitala w Mediolanie, gdzie po przyjeździe uznano go za zmarłego. We Włoszech tylko kilku zawodników (jeśli w ogóle) zostało uznanych za zmarłych bezpośrednio na torze, ponieważ jeśli doszło do śmiertelnego wypadku, należało przeprowadzić dochodzenie, zanim wyścig mógł być kontynuowany. Mogło to zająć tygodnie, a organizatorzy nie chcieli się do tego przyznać – wyjaśniał Stewart. Lekarze powiedzieli, że byli w stanie na chwilę przywrócić tętno i dlatego wysłano Austriaka do mediolańskiego szpitala.

Następnie Colin Chapman natychmiast wyleciał z Włoch, aby uniknąć ewentualnego śledztwa policyjnego. Nina poleciała do Genewy, gdzie spotkała się z Sally Courage, wdową po Piersie Courage’u. Courage, która straciła męża trzy miesiące temu, wiedziała lepiej niż ktokolwiek inny, przez co musiała przejść. Pogrzeb odbył się w następnym tygodniu w Grazu w Austrii. Wzięło w nim udział ponad 30 000 osób, które przybyły, aby oddać hołd zmarłemu kierowcy. Austria, gdzie Rindt spopularyzował sporty motorowe, straciła swojego bohatera narodowego.

ZOBACZ TAKŻE
Niki Lauda - talent i ciężka praca aż do perfekcji | Legendy motorsportu

Rindt stracił życie prawie w tym samym miejscu, co dziewięć lat wcześniej jego bohater z dzieciństwa Wolfgang von Trips. 

Austriak w momencie śmiertelnego wypadku nie miał zapewnionego mistrzostwa świata. Kolejne wyścigi sprawiły jednak, że został pierwszym pośmiertnym mistrzem świata F1 w historii. Drugie miejsce zajął Jacky Ickx, który szczerze przyznał, że jest szczęśliwy z drugiego miejsca, ponieważ nie mógłby się cieszyć ze zdobycia tytułu w takich okolicznościach. Nagrodę przyjęła żona kierowcy, Nina.

Co kryło się za śmiertelnym wypadkiem?

Przyczyna wypadku Rindta została odkryta bardzo szybko. Była to awaria zespołu hamulcowego znajdującego się z prawej strony przedniej części auta, która szarpnęła samochód w barierki. Jednak przyczyną śmierci Rindta nie było samo uderzenie, ale raczej śmiertelne przecięcie tętnic szyjnych. Rindt był przerażony niedawnymi przypadkami Formuły 1, w których wielu kierowców w swoich samochodach dosłownie spaliło się po wypadku, zostawiając zapięte wszystkie pasy. On nieco pobłażał sobie w tej kwestii, aby jak najszybciej wydostać się z samochodu. Okazało się to wielkim błędem. Na Monzy ciało Rindta po zderzeniu ześlizgnęło się do kokpitu i górna część pasów dosłownie poderżnęła mu gardło.

Konsekwencje wypadku nie musiały być jednak tak dotkliwe, gdyby ściana bezpieczeństwa, w którą uderzył Lotus z Austriakiem, mogła wytrzymać uderzenie. Jak to jednak często bywało w tamtym czasie, bariera nie była należycie przygotowana i samochód Rindta przebił się przez nią i uderzył w filar za nią. Przód samochodu został całkowicie zniszczony, a kierowca doznał poważnych złamań nogi. Lekarze ze szpitala w Mediolanie stwierdzili później w raporcie, że Austriak w wypadku doznał urazu tchawicy, zmiażdżenia klatki piersiowej i złamania lewej nogi.

To wielka strata dla świata motorsportu

W 1970 roku zgasła gwiazda jednego z najbardziej kultowych i utalentowanych kierowców swojego pokolenia. Jochen Rindt stał się znany dzięki swojej szybkości, agresywnemu stylowi jazdy czy późnemu hamowaniu w zakrętach. W każdej wyścigu wyglądało na to, że był bliski wypadku, ale w każdym jakoś udało mu się z niego wydostać. Taki był styl, którym jeździł Rindt i dzięki któremu zdobył popularność. To styl, który podnosił widzów z miejsc, ale także zbierał swoje żniwo. Na 60 startów w znaczących wyścigach, Rindt nie dojechał do mety aż 35 razy. Był szybkim kierowcą, ale podczas jazdy często piłował swoje samochody ponad ich możliwości. 

Herbert Völker, autor książki o Austriaku opisał, co czyni jego bohatera wyjątkowym.

Miał bardzo niekonwencjonalną twarz, która kojarzyła się z gwiazdami Hollywood. Ożenił się z piękną Finką i był inny w tym sensie, że nie używał tych samych zwrotów, do których jesteśmy przyzwyczajeni od mistrzów sportu, a bardziej wyszukanych. I oczywiście był niezwykłym kierowcą. Miał poczucie kontroli nad samochodem, które pozwalało mu radzić sobie z rzadko spotykanymi wcześniej sytuacjami.

Spośród kierowców Formuły 1 Jackie Stewart był chyba najbliżej Jochena Rindta. W latach 60. wielu zawodników przyjaźniło się i darzyło się szacunkiem. Swego czasu jedyny żyjący czempion z tych czasów był rozczarowany obecnymi relacjami zawodników.

Był dobrym przyjacielem i miał świetne poczucie humoru. Często podróżowaliśmy razem na wyścigi i z powrotem, ponieważ oboje mieszkaliśmy w Szwajcarii od 1968 roku. Mieszkaliśmy 300 metrów od siebie, więc Jochen był moim bliskim przyjacielem, a Nina nadal jest mi bliska.

ZOBACZ TAKŻE
Jim Clark: Od owczarza do mistrza świata F1 | Legendy motorsportu

Bernie Ecclestone był podobnie blisko Rindta, którego mocno uderzyła strata przyjaciela w 1970 roku: – Kiedy Jochen zginął, czułem się okropnie. Byłem blisko wielu śmiertelnych wypadków, ale śmierć Jochena była takim szokiem, że nie potrafię tego nawet opisać. Kiedy Ecclestone wrócił z pogrzebu w Grazu, był absolutnie niechętny do życia, cierpiał na gorączkę i myślał, że zakończy ze środowiskiem wyścigowym na zawsze. Śmierć Rindta wpłynęła na Ecclestone’a tak bardzo, że nigdy więcej nie miał podobnych relacji z żadnym kierowcą w przyszłości.

Jochen Rindt zostawił żonę i córkę

W 1967 roku Rindt poślubił piękną fińską modelkę Ninę Lincoln. Nina często towarzyszyła mężowi na wyścigach i, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, pełniła dla męża rolę chronometrażysty. Chociaż przebywała z nim w czasach, kiedy zdobywał nagrody, nienawidziła wyścigów i namawiała męża, aby ustatkował się i prowadził życie rodzinne. Zwłaszcza po urodzeniu ich córki Nataszy w 1968 roku.

Ktoś z rodziny musi się bać. Martwię się o nas wszystkich – powiedziała Nina. Kiedy bliski przyjaciel Rindta, Piers Courage, spalił się w swoim samochodzie podczas wyścigu o Grand Prix Holandii w 1970 roku, Austriak był tak załamany, że rozważał zakończenie kariery na dobre po zakończeniu sezonu. Zdał sobie sprawę, że w życiu są o wiele ważniejsze rzeczy niż wyścigi.

Planuję ścigać się tak długo, jak mi się podoba, ale nie chcę się od tego uzależniać. Zbyt wielu kierowców ścigało się przez niepotrzebnie długi czas tylko dla pieniędzy i często ginęło w tym procesie. Chcę móc odejść, kiedy będę miał dość – powiedział wtedy Rindt.

Jackie Stewart powiedział później, że myślał, iż Rindt planuje zakończyć karierę pod koniec sezonu, jeśli zostanie mistrzem świata. Niestety los chciał inaczej.

Rozmawialiśmy o tym, myślę, że zrobiłby to. Nie dostał jednak szansy na to – wspominał Szkot.

Niebezpieczne czasy. Jochen Rindt nie był jedyny

W 1970 roku świat Formuły 1 stracił trzy wielkie nazwiska. Oprócz Jochena Rindta i Piersa Courage’a, również Bruce McLaren zmarł w tym samym roku podczas testowania swojego samochodu.

Sporty motorowe były wtedy bardzo niebezpieczne. Za moich czasów jeśli ścigałeś się w Formule 1 przez pięć lat, miałeś szansę przeżycia równą 1:3 – wspominał niebezpieczne czasy Jackie Stewart. Wypadek jego wielkiego przyjaciela wraz z wieloma innymi sprawił, że Stewart został prezesem GPDA [Stowarzyszenia Kierowców Grand Prix, organizacji założonej w 1961 r., zrzeszającej kierowców w celu poprawy standardów bezpieczeństwa – przyp. red.] i w kolejnych latach walczył o zwiększenie bezpieczeństwa na torach Formuły 1.

ZOBACZ TAKŻE
Sir Jackie Stewart - nie tylko "Latający Szkot" | Legendy motorsportu

Wypadek Jochena Rindta był połączeniem niefortunnych wypadków i okoliczności. Niestety takie rzeczy zdarzają się nie tylko w sportach motorowych i Formuła 1 straciła kolejnego kierowcę w swoim najniebezpieczniejszym okresie.

Jest tylko dwóch zawodników, z którymi jeździłem, których uważam się za naprawdę świetnych: Jimmy (Clark) i Jochen. To jedyne dwie osoby, do których mam całkowity szacunek. Nie sądzę, że wypadek na Monzy był pomyłką podczas jazdy, to był po prostu los. Coś, co dzieje się w ułamku sekundy. Wciskasz hamulce i coś idzie nie tak. Przestajesz być kierowcą i stajesz się zwykłym pasażerem – podkreślił trzykrotny czempion F1.

4.9/5 (liczba głosów: 14)
Website |  + posts

Twórca serwisu. Motoryzacją i motorsportem zainteresowany od dawna, jednak dopiero od kilku lat na zupełnie nowej intensywności. Dość powiedzieć, że wyścigi F1 zaczął stawiać na równi z meczami piłki nożnej, której jest pasjonatem od najmłodszych lat.

\
Reklama