Red Bull to nie tylko Dietrich Mateschitz
Większość z nas kojarzy producenta napojów energetyzujących z osobą Austriaka Dietricha Mateschitza. I słusznie, bowiem to on w dużej mierze zarządza „czerwonym bykiem”, ale jest właścicielem „tylko” 49 procent firmy. Dokładnie tyle samo udziałów miał Chale Yoovidhya, zmarły w 2012 r. tajski miliarder, który wymyślił oryginalny napój Kraeting Daeng. Podczas swojej wizyty w Tajlandii w 1982 roku Mateschitz, wówczas ekspert ds. marketingu w firmie Procter & Gamble, wypróbował go i stwierdził, że pomaga mu to w wielu funkcjach życiowych. Dwa lata później na świecie pojawiła się nowa firma z nową nazwą, logo i właściwie także składnikami. Austriacki geniusz marketingowy dostosował bowiem produkt do europejskiego gustu.
Następnie Red Bull rozpoczął ekspansję na wszystkie zakątki świata i dla wielu jest dziś symbolem napojów energetyzujących. Jednak teraz należy się skupić się na tajskiej linii tej historii. Trzecim udziałowcem firmy został syn Chale, Chalerm, do którego należy pozostałe dwa procent. Ponadto cała rodzina jest również współwłaścicielem jedynego autoryzowanego dealera Ferrari w kraju. Nie trzeba więc dodawać, że opływa w luksusie. Majątek tak Mateschitza, jak i rodziny Yoovidhya szacuje się na podobną kwotę 27 miliardów dolarów.
O tajskich udziałowcach Red Bulla zrobiło się nieco głośniej w 2019 r., kiedy jednym z dwóch kierowców zespołu Red Bull Racing w Formule 1 został właśnie Taj, Alexander Albon.
Vorayuth Yoovidhya jest równiejszym wśród równych?
Jednak ostatnio o rodzinie Yoovidhya zrobiło się głośno w zupełnie innych i z całą pewnością mało przyjemnym kontekście. W Tajlandii na tapet wróciła bowiem sprawa morderstwa policjanta Wichiana Klanpraserta z września 2012 roku. Funkcjonariusz został bowiem zabity przez wnuka współzałożyciela Red Bulla – Vorayutha Yoovidhya. Majątek 28-latka szacuje się obecnie na ok. 5 miliardów dolarów.
Według wielu raportów pod wpływem alkoholu usiadł on za kierownicą swojego Ferrari, po czym nie tylko zabił policjanta jadącego na motocyklu, ale i ciągnął go ponad 100 metrów pod samochodem. Jego samochód został następnie znaleziony rozbity, a kierowca obwiniony za wypadek. Vorayuth Yoovidhya ostatecznie sam przyznał się do wypadku i został oskarżony o przekroczenie prędkości, szaleńczą jazdę skutkującą śmiercią i opuszczenie miejsca wypadku. Nigdy jednak nie dosięgła go ręka sprawiedliwości.
Prawnicy wnuka współzałożyciela Red Bulla cały czas opóźniali rozprawę, a sam Vorayuth Yoovidhya ani razu nie pojawił się w sądzie. Główną linią obrony były oczywiście choroby i prowadzenie zagranicznych interesów. We wrześniu 2013 r. zniesiono zarzut przekroczenia prędkości, we wrześniu 2017 r. zniesiono zarzut opuszczenia miejsca zbrodni, a niedawno prokurator generalny wycofał wszelkie pozostałe zarzuty. Według informacji uzyskanych przez CNN dokument był bardzo lakoniczny, a prokurator generalny tak naprawdę nie przedstawił żadnego argumentu dla zaniechania sprawy. Zgodnie z dokumentem policja cofnęła nakaz aresztowania.
Jeden ze spadkobierców udziałów imperium Red Bulla jest więc wolny i najprawdopodobniej tak pozostanie. 28-latek w 2017 r. uciekł zresztą z Tajlandii do Singapuru pomimo nakazu aresztowania. Następnie był też ścigany przez Interpol. Po decyzji prokuratora generalnego nie musi się już jednak ukrywać i może odwiedzić rodzinę w Tajlandii.
Bojkot produktów Red Bulla?
Według społeczeństwa w Tajlandii to kompletnie niezrozumiała decyzja, która wywołała falę niechęci wobec systemu sprawiedliwości, a także Red Bulla. Sprawa szybko „rozlała się” poza południowo-wschodnią Azję, a ludzi szczególnie oburza fakt, że bogaci mogą uniknąć sprawiedliwości. Gniew Tajów był na tyle mocny, że prezydent policji Jakthip Chaijinda ogłosił, że wszczyna wewnętrzne dochodzenie. Dodatkowo sprawa oburzyła premiera kraju Prayutha Chan-ochu. Pytaniem pozostaje, czy to cokolwiek zmieni.
Sam producent napojów energetyzujących stara się zdystansować od całej sprawy, ale na pewno nie będzie to łatwe. Rodzina Vorayutha Yoovidhya nadal skutecznie kontroluje firmę, a sam Yoovidhya jest jednym z ważnych właścicieli, który nawet podczas ucieczki używał firmowych odrzutowców. Media społecznościowe są teraz dosłownie pełne grup wzywających do bojkotu Red Bulla i jego produktów – czas pokaże czy w jakikolwiek sposób odbije się to na wynikach finansowych firmy.
Nie cel jest ważny, ale droga do celu. Cały czas rozwijający się dziennikarz motoryzacyjny.
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek