Nasze profile w mediach społecznościowych

Biznes

Elektryki w cenie spalinówek? Były szef Forda zdradził, kiedy to nastąpi

Nazywa się to parytetem cenowym i jest powszechnie uważane za punkt zwrotny dla atrakcyjności samochodów elektrycznych. Richard Parry-Jones, który wiele lat swojej kariery spędził na bardzo wysokich stanowiskach w Fordzie zdradził, kiedy to nastąpi.

Opublikowano

w dniu

richard parry-jones samochody elektryczne

Ekspansja samochodów elektrycznych jest nieunikniona

Zapewne nie przegapiliście faktu, że niektóre państwa rozważają wprowadzenie zakazu sprzedaży samochodów z układem spalinowym w stosunkowo niedalekiej przyszłości. Odłóżmy teraz na bok realność tych planów, zwłaszcza jeśli mają się one urzeczywistnić w ciągu 10-15 lat. Skupmy się raczej na cenach, bo strategia ta idzie w parze z informacją o znaczącej obniżce cen aut elektrycznych. O tym mówił też Richard Parry-Jones.

Wiele osób spodziewa się, że pewnego dnia samochody elektryczne będą dostępne za takie same kwoty, jakie klienci płacą za samochody benzynowe i wysokoprężne. Chociaż nie wyeliminowałoby to ich innych wad, takich jak ograniczony zasięg i długie czasy ładowania, z pewnością udostępniłoby je większej liczbie klientów. A tym samym mogłoby stanowić punkt zwrotny w procesie ekspansji samochodów elektrycznych. Ale czy to się kiedykolwiek wydarzy?

ZOBACZ TAKŻE
Zdumiewające badanie OECD. Elektryki bardziej szkodliwe niż spalinówki

Richard Parry-Jones ma ciekawy pogląd na sprawę

Właśnie o tym mówił Richard Parry-Jones, osoba, której możecie nie kojarzyć z nazwiska. Brytyjczyk pełnił jednak wiele ważnych funkcji w trakcie swojej kariery [przeszedł na emeryturę w 2007 r.]. Dość powiedzieć, że był chociażby szefem globalnych prac badawczo-rozwojowych w Fordzie, a także dyrektorem ds. technologii amerykańskiej marki. To m.in. on odpowiada z narodziny legendy, jaką z pewnością jest Ford Focus. W swojej karierze pracował także w Maździe, którą przecież kiedyś Ford częściowo kontrolował.

Parry-Jones uważa, że równowaga cenowa między samochodami spalinowymi i elektrycznymi nastąpi około 2026 roku. Pikantne jest jednak to, że nie stanie się to ze względu na tańsze ceny samochodów elektrycznych, jak wielu się spodziewa. Zamiast tego zapowiada kolejny sztuczny wzrost cen samochodów konwencjonalnych, aż po prostu dorównają one ceną samochodom elektrycznym.

Samochody konwencjonalne są w coraz większym stopniu obciążone dodatkowymi kosztami. To przede wszystkim te związane z systemami kontroli emisji spalin w silnikach, które są coraz droższe. Dodając do tego przerzucone na klientów kary za przekroczenie coraz bardziej surowych unijnych norm emisji, to może się okazać że samochody spalinowe będą w tej samej cenie, co elektryczne.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Nissan Leaf e+ 62 kWh Tekna 217 KM - (pod)miejski przecinak

Richard Parry-Jones jest pewny – samochody będą coraz droższe

„Myślę, że zasadniczo akumulatory są znacznie droższe niż obecna technologia silników spalinowych. Głównym powodem zawężania się różnicy między nimi nie jest redukcja kosztów akumulatorów – jakkolwiek łagodnie by to zachodziło. Wynika to raczej z rosnącej ceny silników spalinowych. I oba te typy gdzieś się spotykają”- stwierdził Richard Parry-Jones w rozmowie z “Autocarem”. Jednocześnie trudno to uznać za dobrą wiadomość dla klientów, którzy mogą przygotować się tylko na jedno – na coraz droższe samochody.

Były szef technologiczny Forda, z mniejszą nadzieją w tym zakresie, powiedział, że cenę akumulatorów można obniżyć zmniejszając ich zabezpieczenia mechaniczne, ale pewnie niewielu producentów pójdzie tą drogą. Dlatego naprawdę trzeba przygotować się na nieuniknione – wzrosty cen. Parry-Jones dodaje, że z biegiem czasu systemy antyemisyjne staną się tak drogie dla producentów, a dodatkowe podatki tak wysokie, że nie będzie opłacać się produkować samochodów spalinowych. Ich oferta będzie po prostu coraz mniejsza.

ZOBACZ TAKŻE
Zerowa emisja to bzdura. Polestar potwierdził i podał doskonały przykład

A środowisko w najbliższych latach niewiele na tym zyska

Co jednak ważne, zdaniem Parry-Jonesa, pomimo nieuchronnego rozwoju nie można spodziewać się znaczącej poprawy stanu środowiska, przynajmniej w najbliższej dekadzie. Jego zanieczyszczenie wynika głównie z chemicznej obróbki elementów potrzebnych do akumulatorów, na które „nie można wpływać technologicznie”. Oznacza to, że samochód elektryczny przyjedzie do swoich klientów z ogromnym plecakiem emisyjnym, który następnie należy skompensować. 

Richard Parry-Jones stwierdza też, że w przyszłości dane o elektryczności będą w wysokim stopniu monitorowane. Ceny prądu w związku z popytem mogą wzrosnąć, a tym samym podróże samochodami elektrycznymi także będą droższe. Już dziś w Niemczech przy wciąż ograniczonych „zielonych” zasobach jest problem z cena energii elektrycznej. Były CTO Forda zauważa, że ​​jeśli chodzi o emisję CO2, trzeba będzie czekać naprawdę długo, zanim niechciany początkowy ślad emisji zostanie w jakiś sposób skompensowany.

Dopóki energia jest w dużej mierze wytwarzana przez spalanie węgla, jak ma to miejsce w Polsce, to z samochodami elektrycznymi nie robi się nic poza przenoszeniem emisji z jednego miejsca w drugie.  Energia oczywiście będzie coraz bardziej “zielona”, ale presja na dostatecznie czystą energię elektryczną nieuchronnie doprowadzi do droższej eksploatacji droższych samochodów.

1 Komentarz

1 Komentarz

  1. tom

    25 lutego 2021 at 07:28

    echh ciekawie mówi i to potwierdza, że elektryki z bateriami to fanaberia zielonych.
    Żadnego potencjału w nich ale lobby ciśnie żeby wszyscy nagle je kupowali.
    Nie lubię jak ktoś mi gó**** wciska i wmawia, że to cukierek.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama