Nasze social media

Inne

Świeżo zwolniony kierowca… skasował Ferrari swojego byłego szefa

Mówi się, że kierowcy ciężarówek mają nerwy ze stali, choć z pewnością nie dotyczy to wszystkich. Ta sytuacja pokazuje, że niektórzy nie umieją panować nad swoim zachowaniem. Ten kierowca skasował Ferrari swojego szefa.

Opublikowano

w dniu

kierowca skasował ferrari szefa

Ludzie transportu to specyficzna grupa społeczna

Jeśli jeździsz codziennie kolosem o długości 20 metrów i wadze dziesiątek ton, nie możesz być jednym z tych, którzy płaczą w każde Święta Bożego Narodzenia na końcowych scenach filmu “Kevin sam w domu”.

Radzenie sobie z takim samochodem i wszystkimi pułapkami jazdy wymaga umiejętności i trzymania nerwów na wodzy. Nic dziwnego więc, że kierowcy ciężarówek często są aroganccy i myślą, że wiedzą wszystko lepiej. Z pewnością nie we wszystkich przypadkach tak będzie, ale wydarzenie, które miało miejsce w tym tygodniu w USA, także tego nie potwierdza.

Kierowca skasował Ferrari swojego szefa

Główną postacią był kierowca firmy transportowej, którego zatrudniono tylko na krótki czas. Kiedy wykonał swoją pracę i zameldował się w siedzibie firmy, szef powiedział mu, że nie będzie już potrzebował jego usług. Według naocznych świadków zrobiono to już po uregulowaniu wszelkich zobowiązań finansowych. Wtedy jednak zaczęło się dziać coś dziwnego.

Smutek byłby na miejscu, ale złość już nie. Ta w końcu wygrała, gdy były pracownik zapytał byłego szefa i właściciela firmy, czy stojące w pobliżu białe Ferrari było jego. Kiedy mu powiedziano „tak”, odpowiedział: „Teraz zobaczysz, co się stanie, jeśli będziesz mną pomiatać”. A potem kierowca skasował Ferrari szefa. Po prostu – wsiadł do ciężarówki, odjechał i to zrobił. Po rzekomo sporej szarpaninie został zatrzymany przez policję i oskarżony o uszkodzenie mienia innej osoby. 

Co więcej, kolejnym podłożem konfliktu miała być… ciężarówka starszego typu, jakiej używał kierowca podczas pracy w tej firmie. To dość absurdalna sytuacja. Nie mówiąc już o fakcie, że w praktyce pracownikom krótkoterminowym zazwyczaj przypadają gorsze, już nieco zużyte ciężarówki.

Śmieszne to i straszne

Zrozumiałe jest, że kierowca nie był entuzjastycznie nastawiony do zwolnienia, bo znalezienie pracy w transporcie może być bardzo trudne w czasach koronawirusa, gdy mnóstwo osób straciło pracę. Nie jest natomiast zrozumiała reakcja kierowcy.

To dość smutne wydarzenie z wielu punktów widzenia. Taktyka “nauczę szefa pokory niszcząc jego własność” ponownie okazała się nie mieć sensu. Szef nie straci swojego Ferrari, bo było ono ubezpieczone. A krnąbrny kierowca przez swoją wątpliwą sławę z pewnością będzie miał ogromne problemy ze znalezieniem pracy. Większe firmy transportowe w Stanach Zjednoczonych od razu dodają taką osobę na czarną listę raz na zawsze.

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama
Reklama