Nasze profile w mediach społecznościowych

Biznes

Niemcy obliczyli rzeczywiste emisje elektryków. 0 gramów CO2? Nie, 500

Przymusowej ekspansji samochodów elektrycznych towarzyszy wiele manipulacji, z których największa dotyczy ich rzekomej “czystości”. Niemal każdej premierze towarzyszą słowa o zerowej emisji, ale rzeczywistość jest zupełnie inna.

Opublikowano

w dniu

richard parry-jones samochody elektryczne emisje elektryków

Idealny świat nie istnieje

Gdybyśmy żyli w idealnym świecie, samochody elektryczne naprawdę można by uznać za doskonały środek transportu. Każdego ranka proponowały by one swojemu użytkownikowi „pełny bak” pochodzący ze źródeł odnawialnych. Ponadto do produkcji akumulatorów i silników elektrycznych nie byłyby potrzebne żadne metale szlachetne ani inne nakłady energii. Baterie te miałyby wówczas pojemność co najmniej porównywalną z energią zgromadzoną w zbiornikach paliwa i mogłyby być uzupełnione w ciągu kilku minut. Wszystko działałoby świetnie, a emisje elektryków nie byłyby w ogóle medialnym tematem.

Niestety świat nie jest idealny. Akumulatory są duże, ciężkie i mają ograniczoną żywotność. Dodatkowo w domowych warunkach ładują się wiele godzin i odpowiadają co najwyżej kilkudziesięciu litrom benzyny albo oleju napędowego. Ich produkcja jest energochłonna, a wydobycie metali szlachetnych wiąże się z zatruciem gleby i wód gruntowych. A sama eksploatacja samochodów elektrycznych? Może z łatwością generować wyższe emisje CO2 niż samochody benzynowe i wysokoprężne.

Emisje elektryków – czy mogą być zerowe?

Chociaż codziennie słyszymy coś o zerowej emisji, rzeczywistość jest inna. Większość energii elektrycznej jest nadal wytwarzana poprzez spalanie paliw kopalnych. W zależności od lokalizacji i położenia obciążenia generowanego przez to czy inne źródło, napęd elektryczny może łatwo stać się jeszcze większym problemem niż silnik spalinowy. Przykładowo taki Volkswagen ID.3 podczas eksploatacji w Polsce wytwarza 167,7 gramów CO2 na kilometr.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | VW ID.3 1st 58 kWh - zdolny uczeń, któremu wybacza się błędy

Z tym odkryciem wyszli koledzy z niemieckiego “Auto Motor und Sport”. W przeciwieństwie do większości wzięli oni pod uwagę różne źródła energii w różnych krajach. Polska opiera się głównie na spalaniu węgla, więc w jej przypadku nie może być mowy o samochodach elektrycznych w ochronie przyrody. Choć oczywiście to nie tylko casus naszego kraju. Dzieje się tak również w Niemczech, które mają znacznie więcej paneli słonecznych i turbin wiatrowych, ale nadal węgiel jest głównym źrodłem energii. W ten sposób ID.3 wytwarza tam średnio 91,2 g/km, czyli praktycznie tyle samo, co w przypadku samochodów benzynowych i wysokoprężnych. To jednak długoterminowa średnia.

Niemcy dodają, że podczas pierwszego półrocza 2021 roku nie było zbyt wiele słońca i nie wiało zbyt często. Przez to energetyka węglowa miała znacznie większy udział w miksie energetycznym, co bardzo często podnosiło produkcję emisyjną do poziomu Polski. W skrajnych przypadkach jedna kilowatogodzina wiązała się z nawet 500 gramami CO2, co jest naprawdę znaczącą różnicą od zera absolutnego kojarzonego przez niektórych aktywistów i polityków. 

Czy ID.3 może być ekologiczny? Oczywiście, ale…

Weźmy teraz pod uwagę Francję. “Auto Motor und Sport” policzył, że kraj ten w swoim miksie energetycznym wykorzystuje energię atomową praktycznie w takim samym stopniu, w jakim Polska używa węgla kamiennego. Oczekuje się zatem, że ID.3 wyprodukuje odpowiednio 11,5 gramów CO2 na kilometr i 45 gramów na kilowatogodzinę.

Tak właśnie jest, ale ani energia jądrowa, ani żadne inne źródło nie jest całkowicie bezemisyjne. Nawet Greenpeace nie uważa energii jądrowej za czystą, po prostu dlatego, że z wydobyciem i przetwarzaniem uranu wiążą się znaczne emisje. Ponadto budowa takiej elektrowni to ogromny projekt, który jest niesamowicie energochłonny. Według Greenpeace, jedna kilowatogodzina wyprodukowana przez elektrownie jądrowe to od 78 do 178 gramów CO2.

ZOBACZ TAKŻE
Szef Volkswagena szczery jak nigdy. Wziął głęboki oddech i wyznał prawdę

Minusy na tym się nie kończą, bo oprócz elektrowni musi powstać również składowisko odpadów jądrowych. Nawet w ich przypadku nie jest to łatwe zadanie, bo aby zapewnić bezpieczeństwo, muszą być w stanie przechowywać wypalone paliwo przez… 100 000 lat. A ponieważ brakuje dokładnej wiedzy na ten temat, nawet eksperci nie są w stanie obliczyć rzeczywistego wpływu takich magazynów na emisje. 

Innymi słowy, elektromobilność kojarzy się z naprawdę wielkim udawaniem i manipulacją. Nawiasem mówiąc, w 2018 r. przyznał to szef Grupy VW, Herbert Diess, na spotkaniu z dostawcami. Powiedział, że niemiecki miks energetyczny może doprowadzić do pogorszenia stanu środowiska, jeśli samochody elektryczne staną się masowe.

5 komentarzy

5 Komentarzy

  1. Szakal

    11 lipca 2021 at 02:04

    To może porównamy jeszcze ślad węglowy produkcji zbiornika paliwa vs bateria li ion elektryka? Która po 5-10 latach nawiasem mówiąc idzie do wymiany. Albo jak liczyć wydobycie i rafinacje ropy to po stronie elektryków podliczyć wydobycie i transport węgla brunatnego do elektrowni? I jak tam kultyści bateryjki, nie jest wesoło gdy padają wasze kłamstewka?

  2. Bandzior

    10 lipca 2021 at 11:21

    Dokładnie jak kolega powyżej napisał, dlaczego nie jest brane również pod uwagę paliwo spalane ze statków ktore transportujące rope, ciężarówki i sprzęt który sluzy do wydobycia,rafinacja ropy, czy transport ciężarówek na poszczególne stacje paliw….. składowych tego wszystkiego pewnie byloby mnóstwo i wtedy emisja co2 w benzyniakach bylaby liczona w tonach 😁… Ogolnie nie jestem żadnym wielkim przeciwnikiem spalinowych silników a wrecz odwrotnie ale nie lobbujcie takich bzdur… Poza zasięgiem na jednym tankowaniu nie ma nic lepszego w autach spalinowych… Oszczędzanie serwisy, oleje poza tym małymi kroczkami ale zawsze do przodu kiedyś trzeba zacząć myśleć o środowisku bo zwyczajnie sramy we wlasnym gnieździe i za kilkadziesiąt czy kilkaset lat nie będziemy w stanie mieszkać na naszej planecie… Kiedyś ludzie nie mogli rozstać sie z końmi, później z parowozami czas na auta spalinowe przynajmniej w znacznym stopniu

  3. wiesniak

    10 lipca 2021 at 10:01

    “Według Greenpeace, jedna kilowatogodzina wyprodukowana przez elektrownie jądrowe to od 78 do 178 gramów CO2.”

    Redaktur wybrał sobie ‘przypadkiem’ najgorsze możliwe źródło informacji tylko po to żeby jego idiotyczna teza wybrzmiała nieco głośniej. Serio spaliniarze? Możecie jakoś jeszcze zniszczyć motoryzację? Jedyne co może uratować silniki spalinowe to właśnie elektryki i samochody wodorowe.

    Płaskoziemcą też redaktur jest?

  4. Xaveri

    9 lipca 2021 at 22:03

    Niezłe bzdury – do emisji auta elektrycznego wliczacie emisję przy przeróbce uranu, a do spaliniaka tylko jego emisję bez emisji przy wydobyciu, przetważaniu i transporcie ropy i paliw i emisji z powodu poboru prądu przez pompy na stacjach benzynowych + oświetlenie xD

  5. Hch h

    9 lipca 2021 at 21:43

    Co za deblilizmy porównywać emisję elektryka wraz z elektrownią i bez fotowoltaiki do emisji spalinowego bez rafineriiz

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama