Elektromobilność nie jest pomysłem na zbawienie świata
Co jakiś czas piszemy o samochodach elektrycznych w różnych kontekstach. Na naszych łamach możecie znaleźć kilka testów samochodów elektrycznych, które nam się podobały. Jednocześnie piszemy jednak negatywnie o wielu rozwiązaniach, które nie wydają nam się idealne. Robimy to popierając się specjalistycznymi danymi (jak teraz badanie OECD). Krótko mówiąc jesteśmy przeciwnikami złych rozwiązań, które ślepo dążą do jednego pozytywnego celu, ignorując przy tym wszystkie obecne negatywne skutki. Takie, które ostatecznie mogą przeważyć nad ogólnym bilansem.
Tak właśnie wygląda nachalna promocja elektromobilności, której jesteśmy świadkami. Obecny przekaz jest taki, że przed samochodami elektrycznymi nie ma odwrotu, a już wkrótce wszyscy zapomnimy, czym są silniki benzynowe, nie mówią już o tych wysokoprężnych. A według coraz większej ilości podmiotów tylko różnorodność, a nie postawienie na jedno rozwiązanie, może pomóc naszej planecie. Ostatnio taką opinię wyraziło np. cenione Stowarzyszenie Techników Niemieckich (Verein Deutscher Ingenieure).
Nie tylko CO2
Ponadto taka zmiana będzie kosztowna i wymagająca dla środowiska naturalnego w zakresie dodatkowego rozwoju i produkcji nowych samochodów, które w innym przypadku nie powstałyby. I jeśli nie przyniosą pożądanego pozytywnego efektu przez fakt, że większość energii elektrycznej nadal wytwarzamy ze spalania paliw kopalnych, wydaje się to zupełnie bezużyteczne. Przecież szef Toyoty całkiem niedawno dość ostro mówił o tym problemie. Akio Toyoda stwierdził m.in. że jego zdaniem politycy nie rozumieją, do czego tak naprawdę dążą.
Jednakże, gdyby nawet korzyści samochodów elektrycznych nie były kwestionowane pod względem emisji CO2 i NOx, okazuje się, że są one negatywne pod względem emisji cząstek stałych. Ich wdychanie (zwłaszcza jeśli mówimy o cząstkach PM10 i PM2,5) jest ewidentnie rakotwórcze. Choć nie są one dostrzegalne dla oka, to osiadają w płucach, gdzie mogą powodować spore uszkodzenia. Dlatego obecne silniki spalinowe spełniające dowolną normę Euro 6 praktycznie ich nie generują. Benzyna i olej napędowy z filtrami cząstek stałych oczyszczają nawet powietrze, ponieważ filtrują powietrze używane do spalania.
Oczywiście silniki aut elektrycznych nie wytwarzają żadnych negatywnych gazów, problem jest gdzie indziej. Te cząsteczki powstają też w inny sposób, mechanicznie – podczas tarcia opon o asfalt, klocków hamulcowych o tarcze itp. Jak już wspomnieliśmy, bilans nowoczesnych samochodów spalinowych jest wręcz dodatni, więc 100% z nich powstaje w inny, mechaniczny sposób, którego nie unikają samochody elektryczne. A nawet generują jeszcze więcej. Jak to możliwe?
Badanie OECD rzuca nowe światło na samochody elektryczne
Są to zazwyczaj samochody większe i cięższe niż samochody konwencjonalne. Pomimo ich zdolności do lepszego hamowania silnikiem, w każdej użytecznej formie są większymi emiterami cząstek stałych niż samochody konwencjonalne. O negatywnym aspekcie samochodów elektrycznych świadczy niedawny obszerny raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). To organizacja, od której można by oczekiwać, że będzie przedstawiać samochody elektryczne jako zbawienie ludzkości. Jednak na szczęście tak nie jest i OECD nie ignoruje rzeczywistości. W wynikach swojego badania wyraźnie zwraca uwagę na możliwe konsekwencje upowszechnienia się samochodów elektrycznych.
W raporcie stwierdza się, że w odniesieniu do tzw. „BEV 100”, czyli samochodów elektrycznych na baterie o zasięgu około 100 mil (160 km), mogą być one korzystniejsze dla środowiska niż spalinowe. Problem polega na tym, że takich samochodów elektrycznych praktycznie nie ma na rynku. Jest to zbyt mały zasięg do jakiegokolwiek użytku poza miastem. Samochody „BEV 300”, czyli takie o zasięgu około 300 mil (480 km), czyli w zasadzie obecny standard, wypadają w badaniu zdecydowanie gorzej. Tak naprawdę często powodują one gorsze skutki niż samochody spalinowe, głównie ze względu na dużą wagę.

źródło danych: OECD
Badanie OECD nie przekonuje do „rewolucji, która się już zaczęła”
OECD obliczyło, że gdyby samochody elektryczne stanowiły 4% samochodów użytkowanych do 2030 r. i 8% po 2030 r., sytuacja pogorszyłaby się o około 50% w porównaniu z obecną sytuacją zarówno w przypadku pyłu PM2,5, jak i PM10. A sytuacja nie ulegnie przecież pogorszeniu dlatego, że część starszych samochodów w międzyczasie zniknie z eksploatacji i zostanie zastąpiona nowszymi samochodami z silnikami spalinowymi o praktycznie zerowej emisji cząstek stałych.
Innymi słowy, wpływ samochodów elektrycznych na całkowitą emisję cząstek stałych będzie wyłącznie negatywny i nikt nic z tym nie zrobi. Kiedy dodamy, że natura będzie obciążona rozwojem, produkcją lub przygotowaniem niezbędnej infrastruktury dla samochodów elektrycznych, nie jesteśmy pewni, gdzie są korzyści ekologiczne samochodów na baterie.
I nawet nie mówimy o ich ogólnej krótszej żywotności ze względu na ograniczoną żywotność baterii lub problem samych baterii. Być może lepiej byłoby zwrócić uwagę na wszystkie za i przeciw, zamiast ślepo dążyć do jednego celu. Przy okazji ignorując wszystkie inne okoliczności. A nie wspominamy już o tym, że gdyby przekierować wszystkie wrzucone w elektromobilność pieniądze na cele rzeczywiście ekologiczne, bilans dla naszej planety mógłby być znacznie korzystniejszy.
Nie cel jest ważny, ale droga do celu. Cały czas rozwijający się dziennikarz motoryzacyjny.
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek
- Kacper Zimek