Na rynku nie brakuje kompaktowych hatchbacków, jednak czeska marka przez długi czas takowego nie miała. Powróciła do nich dopiero w 2013 roku, prezentując pierwszego od czasu zakończenia produkcji Felicii w 2001 r. hatchbacka segmentu C. Był nim model Rapid Spaceback. To właśnie jego bezpośrednim następcą została zaprezentowana pod koniec 2018 roku Scala. Samochód zerwał z dość budżetowym wizerunkiem poprzednika, stawiając na celowniku nieco lepiej pozycjonowane modele jak Peugeota 308 czy Toyotę Corollę. Zmieniono design i poprawiono wyposażenie. Nam przypadła topowa Škoda Scala Monte Carlo z topową jednostką 1.5 TSI oraz przekładnią DSG. Czeski kompakt udowodnił, że jest dopracowaną konstrukcją, choć parę detali można by w nim poprawić.
Škoda Scala Monte Carlo – zapatrzona w hot hatche
Scala mierzy 4,36 m długości, 1,79 m szerokości oraz 1,47 m wysokości, zaś jej rozstaw osi liczy 2,65 m. Korzysta ona z modułowej płyty MQB, na której oparto także pozostałe kompakty koncernu VAG. Wizualnie kompaktowa Scala, zwłaszcza w usportowionej wersji Monte Carlo, prezentuje się naprawdę dobrze. Odpowiednio dobrane proporcje, zgrabna i zwarta sylwetka oraz szereg specjalnych dodatków poprawiają i tak już pozytywny odbiór pojazdu. Do ciemnych akcentów wersji Monte Carlo w postaci przyciemnionych kloszy LED-owych przednich reflektorów, czarnej atrapy chłodnicy, 18-calowych felg o ciekawym wzorze oraz zachodzącej na klapę bagażnika szyby z czarnym napisem ŠKODA, świetnie pasował opcjonalny kolor Błękit Race Metalic (2400 zł). Czerń znajdziemy też w postaci listw okiennych, napisu SCALA na klapie bagażnika oraz w postaci tylnego spojlera dachowego.
Wariant Monte Carlo poznamy także po emblematach z nazwą wersji na przednich błotnikach. Ciekawie prezentowały się też tylne lampy z dynamicznymi kierunkowskazami. Testowana Škoda Scala Monte Carlo z zewnątrz prezentowała się niczym hot hatch. Jedyne, czego nam zabrakło do pełni szczęścia, to bardziej zaakcentowanych końcówek układu wydechowego, gdyż wycięcia w czarnym zderzaku okazały się tylko marnymi atrapami. Charakteru nadawały autu także opcjonalne 18-calowe obręcze kół ze stopów lekkich VEGA, zarezerwowane dla odmiany Monte Carlo.
Monte Carlo, czyli garść dobrze dobranych sportowych akcentów
Sportowy klimat nie opuszcza nas po zajrzeniu do kabiny Scali. Odmiana Monte Carlo otrzymała bowiem wykonane z tapicerki fotele ze zintegrowanymi zagłówkami oraz czerwonymi przeszyciami. Ponadto na ich boczkach znalazły się czerwone oraz imitujące karbon wstawki. Mamy też aluminiowe nakładki na pedały oraz sportową, perforowaną i spłaszczoną u dołu kierownicę, którą wyposażono w łopatki do zmiany biegów. Chwytająca za oko trójramienna, wielofunkcyjna kierownica okazała się też wygodna (opcja za 400 zł), podobnie zresztą jak fotele. Czerwone przeszycia znajdziemy też na dźwigni automatycznej skrzyni biegów oraz uchwycie hamulca ręcznego (wreszcie klasyczny ręczny).
Poza tym jednak to dobrze znana, praktyczna Škoda. Projekt kabiny przypomina zatem pozostałe obecne modele czeskiej marki. Należy jednak pamiętać, że to właśnie Scala zapoczątkowała ekrany wolnostojące w Škodach. Kokpit jest przejrzysty, a zarazem cechuje go minimalizm i lekkość. W naszym egzemplarzu mieliśmy do czynienia z większym wyświetlaczem systemu infotainment o przekątnej 9,2 cala, który połączono z nawigacją Amundsen, funkcją rozpoznawania znaków drogowych oraz wirtualnym kokpitem wykorzystującym wyświetlacz o przekątnej 10,25 cala (koszt 5600 zł). Multimedia wyposażono też w funkcję Smart Link z możliwością połączenia bezprzewodowego (250 zł). Wnętrze okazało się dość łatwe w obsłudze, choć w porównaniu do kabin znanych z poprzednich modeli czeskiej marki, widać wszystko… regres.
Jakość wykonania i ergonomia z paroma zastrzeżeniami
Większość kluczowych funkcji obsługuje się co prawda sprawnie i intuicyjnie, w tym klimatyzację z klasycznymi pokrętłami i przyciskami oraz system infotainment, jednak parę rzeczy irytuje. Mowa tu przede wszystkim o upchaniu zbyt wielu funkcji w lewej manetce przy kierownicy. Otóż steruje się nią tempomatem, uruchamia kierunkowskazy, światła drogowe oraz zarządza asystentami kierowcy. O ile do obsługi tempomatu (opcja za 800 zł) można się przyzwyczaić, o tyle przypadkowe uruchamianie panelu z asystentami kierowcy przy każdym odpaleniu kierunkowskazu po prostu irytuje. Szczerze mówiąc woleliśmy dawne rozwiązanie, a więc osobną manetkę do obsługi tempomatu. Obsługa komputera pokładowego pozostała bez zmian, a więc po prostu OK. Brakuje też pokrętła do regulacji głośności. Poza tym jest jednak w porządku.
Jeśli chodzi o jakość wykonania, tutaj również jest co najwyżęj przyzwoicie. Co prawda góra deski i boczki przednich drzwi są miękkie, jednak marna tapicerka na drzwiach oraz dosyć słabej jakości, twarde plastiki w pozostałych partiach kabiny budzą mieszane uczucia. Najgorzej prezentowała się jednak wykonana z tandetnego i trzeszczącego plastiku listwa imitująca włókno węglowe na desce rozdzielczej. Może odbiór kabiny byłby lepszy, gdyby nie wszechobecne trzaski i przeciętne spasowanie poszczególnych elementów. W aucie za 80 tys. zł by to przeszło, ale nie za ponad 120 tys., a tyle kosztował nasz egzemplarz. Pod tym względem Scala jest na rozdrożu między budżetowym a pełnoprawnym kompaktem.
Praktyczność bez zastrzeżeń
Kompaktowy hatchback nie zawodzi za to pod względem praktyczności i rozwiązań funkcjonalnych z zakresu Simply Clever. Kabina pomieści w wygodnych warunkach cztery dorosłe osoby, zaś dla tylnych pasażerów przewidziano nie tylko sporo miejsca na kolana i głowy, ale również osobne nawiewy klimatyzacji oraz dwa porty USB-C (250 zł). Przestrzeni nie ograniczał nawet wyjątkowo spory dach panoramiczny. Spory i ustawny bagażnik z elektrycznie otwieraną klapą (1600 zł) mieścił aż 467 litrów, jednak po złożeniu oparć powstawał próg. Plus za obecność dojazdowego koła zapasowego. Wśród praktycznych rozwiązań nie zabrakło typowej dla marki parasolki w drzwiach kierowcy, skrobaczki do szyb w klapce wlewu paliwa oraz wysuwanych nakładek na drzwi, które chronią ich ranty na ciasnych parkingach.
Scala Monte Carlo – wyposażona dobrze, choć z paroma wyjątkami
Pod względem wyposażenia testowana Scala Monte Carlo nie zawodziła, aczkolwiek paru rzeczy nam brakowało. Przede wszystkim przydałby się aktywny tempomat. Nie było też kamer 360 stopni oraz przedniej. To jednak nie odgrywało większej roli, bo Scala sama w sobie jest łatwa w manewrowaniu. Po tak bogatej i drogiej wersji spodziewalibyśmy się także przynajmniej półskórzanej tapicerki lub też alcantary. Brakowało nam też wejść USB-A. W aucie przewidziano bowiem tylko gniazda USB-C (po dwa z przodu i z tyłu), a także podłokietnika na tylnej kanapie. Plus za przesuwany podłokietnik z przodu. Poza tymi detalami cała reszta wyposażenia była w porządku.
Z opcji mieliśmy bowiem elektrycznie składane lusterka boczne (850 zł), czujniki parkowania z przodu i z tyłu (1350 zł), kamerę cofania (1150 zł), alarm z funkcją monitorowania martwego pola oraz ostrzeganiem o obiektach nadjeżdżających z tyłu, pakiet Bluetooth Plus zawierający m.in. bezprzewodową ładowarkę (1250 zł), funkcję wyboru trybów jazdy DRIVE MODE SELECT (450 zł), pakiet komfortowy (800 zł) oraz dostęp bezkluczykowy (1650 zł). Oczywiście nie wspominamy już o tych dodatkach, które wymieniliśmy już we wcześniejszych akapitach.
Najlepszy napęd do Scali
Pod maską testowanej Scali mieściła się dobrze znana i lubiana jednostka benzynowa 1.5 TSI, rozwijająca 150 KM i 250 Nm. Za przeniesienie napędu na przednie koła odpowiadała 7-biegowa przekładnia dwusprzęgłowa DSG. Cóż możemy rzec – już wiele razy pisaliśmy o tym silniku i wiedzieliśmy dokładnie, czego można się po nim spodziewać. Oczywiście nie zawiódł on naszych oczekiwań, zapewniając Scali bardzo dobre osiągi (wg producenta od 0 do 100 km/h w 8,2 s i prędkość maksymalna 220 km/h) oraz wysoką kulturę pracy. Jednostka pracowała cicho, nie generowała wibracji oraz była elastyczna. Jest to optymalny wybór do Scali. Moc 150 KM pasuje bowiem do usportowionego charakteru wersji Monte Carlo, czyniąc z czeskiego hatchbacka niezłego warm hatcha.
Opisywany wariant nie zawodzi także pod względem ekonomii. Średnie zużycie w teście na poziomie 6,7 l/100 km jest bardzo dobrym wynikiem jak na turbodoładowaną benzynową jednostkę R4. Przy baku liczącym 50 l daje to zasięg ponad 700 km na jednym tankowaniu. Oczywiście podczas ostrzejszej jazdy bez problemu przekroczymy 8 l/100 km, tak samo zresztą jak w mieście. Na autostradzie przy 140 km/h spalanie rzadko przekracza jednak 6,8 l/100 km. Czyżby zatem idealny daily car? Można tak powiedzieć, choć z małym wyjątkiem.
Škoda Scala Monte Carlo – dobry, ale drogi daily car
Tym małym wyjątkiem jest zawieszenie… aczkolwiek zaznaczamy „małym”. Otóż nasz egzemplarz miał duże koła z niskoprofilowymi oponami (205/45 R18), stąd też zdarzało mu się nieprzyjemnie podskakiwać na wybojach. Większość dziur Scala wybiera jednak wystarczająco dobrze i jedynie studzienki lub większe wyrwy mogą ją wytrącić z równowagi. Jędrne zawieszenie czeskiego hatchbacka ma też kolejną zaletę w postaci zwinności w zakrętach. Samochód posłusznie reaguje na ruchy kierownicy, sprawiając kierującemu frajdę z każdego przejechanego zakrętu. Jednocześnie pozostaje stabilny nawet przy wyższych prędkościach i wystarczająco dobrze wyciszony. Do pełni szczęścia zabrakło lepszych hamulców – zapewne nie bez znaczenia był fakt, że przednie tarcze były już dość mocno zużyte, zaś tylne miały mikroskopijne rozmiary.
Tutaj dochodzimy do sedna, a więc głównej bolączki testowanej Scali. Sam model jest dość przyzwoicie wyceniony, gdyż bazowa Scala Active zaczyna się od 68 550 zł za odmianę Active z silnikiem 1.0 TSI o mocy 95 KM i pięciobiegową skrzynią manualną. Mocniejszy, 110-konny wariant z 6-cio biegowym manualem to koszt 72 050 zł. Przekładnia DSG występuje od wyższej wersji Ambition i wymaga dopłaty 6000 zł (wówczas koszt Scali to 82 100 zł). Wariant 1.5 TSI Ambition ze skrzynią manualną startuje od 82 500 zł, a więc zaledwie o 400 zł więcej niż 1.0 TSI DSG.
Testowana odmiana Monte Carlo z przekładnią dwusprzęgłową startuje z pułapu 102 300 zł, a więc już całkiem sporej, choć jeszcze nie astronomicznej kwoty. Nasz egzemplarz miał jednak sporo dodatków, stąd też jego wysoka cena na poziomie aż 124 250 zł. Trochę dużo jak za kompaktowego hatchbacka z dość przeciętnym wykończeniem i paroma brakami w wyposażeniu. Z drugiej strony konkurencja nie jest wcale tańsza, zaś Scala z pewnością jest bardziej wszechstronna.
Škoda Scala Monte Carlo 1.5 TSI 150 DSG – podsumowanie
Škoda Scala Monte Carlo 1.5 TSI 150 DSG
-
Wygląd zewnętrzny
-
Wnętrze
-
Przyjemność z jazdy
-
Multimedia
-
Wyposażenie
-
Jakość materiałów
-
Zawieszenie
-
Silnik
-
Spalanie
-
Cena w stosunku do jakości
Podsumowanie
Škoda Scala Monte Carlo okazała się być po prostu dobrym i wszechstronnym samochodem, który okraszono o sportowe akcenty. 1.5-litrowa jednostka TSI wraz ze skrzynią DSG czyniła z czeskiego hatchbacka naprawdę niezłą zabawkę, która jest też bardziej niż wystarczająco praktyczna na co dzień. Przestronne wnętrze i duży bagażnik, liczne rozwiązania z zakresu Simply Clever oraz dopracowany układ napędowy sprawiały, że auto zadowoli każdego członka rodziny. Można śmiało o nim powiedzieć, że jest pojazdem do wszystkiego. Szkoda tylko, że za sportowy sznyt wersji Monte Carlo trzeba tak dużo zapłacić, zaś w parze z wysoką ceną nie idzie wcale jakość materiałów. Mimo to Scalę można śmiało polecić jako naprawdę dobrego daily cara.
Galeria – Škoda Scala Monte Carlo 1.5 TSI 150 DSG
Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć, które wykonał dla nas Piotr Parys. Zapraszamy do zapoznania się z jego portfolio na jego stronie paryspiotr.pl oraz jego profilu na Facebooku.
Zastępca redaktora naczelnego, wcześniej współzałożyciel power-car.pl. Student IV roku Dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Motoryzacja jest jego pasją od najmłodszych lat. Jest wielkim miłośnikiem amerykańskiej motoryzacji, a w szczególności muscle carów i wielkich SUV-ów. W samochodach najbardziej ceni niczym nieskrępowaną przyjemność z jazdy oraz piękne brzmienie silników, zwłaszcza V8.
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha
- Paweł Bartocha



